TRAMPki: spotkania podróżujących kobiet, Gdańsk 2016

TRAMPki: spotkania podróżujących kobiet

Żeby dostać się na TRAMPki, spotkania podróżujących kobiet, które w Gdańsku organizuje Anita Demianowicz musiałam nagrać minutowy film. Już dziś wiem, że nie zostanę gwiazdą Snapchata ani YouTuba. Albo piszę i jestem śmieszna albo spotykam się z ludźmi. Przez ekran nie mogę. Na szczęście w TRAMPkach chodziło o spotkania.

To było też moje pierwsze zetknięcie z Gdańskiem, o którym za granicą słyszałam coraz częściej i częściej. Że ktoś był w Polsce i do standardowej listy objazdowej: Warszawa – Kraków – Wrocław dodał tą Polską Wersję Kopenhagi. Tak! Jeśli czytaliście mojego bloga w 2012 roku, to pamiętacie jak opisywałam rzeczywistość, która mnie otaczała. Gdańsk ma to samo co Kopenhaga: kanał, a nad nim knajpki, blond ludzi (wszystko za sprawą promów ze Szwecji), remouladę, wysokie kamienice, niezakorkowane ulice i wiatr.

Gdańsk

Tuż obok hotelu Hilton znajduje się ulica z mnóstwem hosteli. Robię check in w jednym przypadkowo wybranym i pędzę na welcome party do Bunkra – klubogalerii zajmującej przestrzeń schronu wybudowanego w czasach drugiej Wojny Światowej. Kiedy wracam, moich współlokatorów jeszcze nie ma. Rano widzę tylko jak spod kołder wystają im nosy. Idę na pierwsze warsztaty.

post turysta

Paweł Cywiński z post-turysta od dawna wywraca mój świat do góry nogami, ale warsztaty o świadomym podróżowaniu, którymi rozpoczynał TRAMPki wywróciły mnie jeszcze bardziej. A może raczej nawróciły? Pamiętam, że kiedyś stałym punktem niedzielnych poranków, był telewizyjny program Wojciecha Cejrowskiego. Już nigdy tak nie będzie. Tak samo już nigdy nie napiszę, że coś mnie w jakimś tam kraju zdziwiło. Wszyscy jesteśmy turystami, którzy mówią, że wyruszają w poszukiwaniu autentyczności, a tak naprawdę konsumujemy wszytko to, co podsuwa nam branża turystyczna.

Bardzo żałowałam, że nie mogłam uczestniczyć w warsztatach pisania o podróżach, bo w tym czasie prowadziłam swój własny autorski program na temat uczenia się w podróży.

Oparłam go na metaforze fabryki, gdzie każdy element miał swój podróżniczy odpowiednik: części i półprodukty to zasoby, które posiadasz (wykształcenie, stan cywilny, sytuacja osobista), maszyny to miejsce, do którego jedziesz. Pracownicy – to ludzie, których spotykasz i którzy mają wpływ na twoją podróż. Produkt to poszczególne rzeczy, których się nauczyłeś (język, umiejętność współpracy, planowania). Wszystkim kieruje operator, czyli uczucia, jakie ci towarzyszyły. I wreszcie marketing i sprzedaż, czyli: jak mogę wykorzystać całe doświadczenie? Podczas warsztatów właściwie nie musiałam nic mówić, tylko własną historią zachęcić uczestników do podzielenia się tym, jak wypełnili obrazek fabryki. Wyszły takie historie, że nie mogłam uwierzyć! Ponadto okazało się, że świetnie wpisałam się z moim pomysłem w przestrzeń Stoczni Gdańskiej.

Gdańsk stocznia

Nie mogłam również uwierzyć w to, że wracając do hostelu, żeby zostawić rzeczy spotkałam mojego współlokatora, który okazał się Portugalczykiem. Zaśmiał się z mojego imienia, które po portugalsku znaczy „gitara”, bo właśnie byliśmy w hostelu o nazwie La Gitarra i powiedział, że dziewczyna z łóżka obok też jest uczestniczką festiwalu podróżniczego. Zabrałam Fernando no imprezę Bunkier vol.2. i tak gadaliśmy we trójkę do późnej nocy, a potem wróciliśmy do naszego pokoju, żeby przebrać się w pidżamki i zacząć niedzielę w Europejskim Centrum Solidarności. Bardzo zazdroszczę Fernando, że miał okazję pobuszować po muzeum, ale nie zamieniłabym historii podróżujących kobiet na opowieści o Solidarności. Innym razem.

TRAMPki

Przyznam, że line-up podczas Spotkań Podróżujących kobiet TRAMPki był wyśmienity:  Karolina opowiadała o Korei Północnej, Stasia, z przymrużeniem oka przybliżała sylwetkę kaukaskiego macho. Była Joanna Tomasik z jej opowieściami o dobrych ludziach spotkanych w drodze, Ana Matusevicz, (przez którą mam tylko więcej książek do przeczytania), która poszukuje opisanych w książkach miejsc. Teresa tanecznym krokiem przeszła przez kraje Ameryki Południowej i opowiedziała historię o tańczeniu samby w Rio de Janeiro (podzielamy miłość do Brazylii). I wreszcie Beata z jej opowieściami na temat życia na Saharze oraz w Tajlandii. Czy to wszystko nie brzmi niesamowicie?!

TRAMPki

Na więcej nie starczyło mi czasu, bo już czekał na mnie BlaBlaCar do Warszawy… A mogłabym tak słuchać i słuchać, bo gdzie marzy się lepiej niż nad morzem. Pokusa wyjechania w świat jest tu większa niż w głębi lądu.

Dziękuję Anita.

  • Czyli wyjazd na trampki bardziej niż udany 🙂 Twoje warsztaty brzmią super! Może w końcu (chyba dopiero za dwa lata) uda mi się trafić na festiwal (oby!)..