Saksonia i Brandenburgia z National Geographic Traveler Adventure Team

W maju wsiadłam do Skody Kodiaq razem z 10 uczestnikami Traveler Adventure Team, żeby pojechać do Saksonii i Brandenburgii. To była najliczniejsza pod względem uczestników podróż, jaką kiedykolwiek odbyłam (jakby nie patrzeć – o 9 osób liczniejsza). Saksonia i Brandenburgia były dla mnie wyzwaniem pod każdym względem. Tak naprawdę nigdy nie robię niczego bardzo adventure.

Jeśli wpiszemy sobie w Google Szwajcaria Saksońska, zobaczymy taki obrazek:

Skały Schrammsteine… Brzmi groźnie. Brzmi tak, jakby można było z nich w każdej chwili spaść i narobić sobie szram. I oczywiście tego najbardziej się obawiałam, kiedy pierwszego dnia wycieczki opuszczaliśmy mięciutki hotel Elbresidenz w Bad Schandau, żeby rozpocząć wspinaczkę.

Via ferraty na Schrammsteine

Jesteś odważna! – usłyszałam od dyrektorki artystycznej National Geographic, kiedy opowiadałam jej, jak prosto z Brazylii pojechałam do Portugalii, zaliczając kilka podróżniczych zwrotów akcji.

To się dopiero okaże – pomyślałam i wyobraziłam sobie szarpiące skały Szwajcarii Saksońskiej.

Przysięgam, że do tej pory nie wiedziałam, co to jest stres. Podobno coś tam mówią o wyjściu poza strefę komfortu, kiedy się podróżuje.

Komfortowo jest podróżować samemu. Komfortowo jest wybierać małe hostele bez śniadania, nie zastanawiać się, który nóż jest do masła i jakie wino najlepiej pasuje do szparagów (w Niemczech Riesling by the way). Komfortowo jest spacerować po ulicach miast, łapiąc wifi w małych kafejkach.

Wyjściem poza strefę komfortu jest zrobienie czegoś innego niż dotychczas. Spakowanie legginsów i sportowych butów, pot na plecach od noszenia plecaczka z wodą i prowiantem. Pedałowanie pod górę i pływanie kajakiem. I to nic, że pod koniec czeka Cię wypasiona kolacja i własny (własny!) pokój hotelowy – to też jest coś, czego nigdy do tej pory nie robiłaś.

Dlatego, kiedy wspinałam się po Schrammsteine, wyobrażałam sobie, że już nic w życiu mnie nie zestresuję

Bo muszę się przyznać – nie lubię robić rzeczy, które podwyższają poziom adrenaliny. Latać, szybko biegać, spadać, pływać pod wodą.

A musiałam zrobić to wszystko podczas Traveler Adventure Team

I byłam z siebie nieźle dumna!

Chyba dlatego było tak super, ponieważ towarzyszyła mi świetna ekipa wspierająco-inspirująca składająca się z samych gwiazd blogosfery:

Tej wspinaczki nie można by opisać lepiej, niż te oto słowa Błażeja:

„Ten moment pokazał jak ważne w projekcie TAT jest słowo „team” – ostatecznie, mimo okazjonalnych okrzyków „ja nie dam rady” oraz „nie idę dalej”, wszyscy bezpiecznie dotarli na upragnione szczyty. Jak zwykle, największym wrogiem okazał się strach. Gdy udało się go zwyciężyć (lub jakkolwiek oszukać) niemożliwe nagle okazywało się całkowicie wykonalne.”

Tak wyglądał moment radości z tego, że wszyscy jesteśmy na górze!

Pssst! Pewnie National Geographic nie chciałby o tym pisać (bo przecież nie ma czym się chwalić, jeśli do roboty zatrudnia się tchórzy), ale w tym momencie, które jest widoczne na zdjęciu, usiadłam na skraju skały i płakałam:

Atrakcje Saksonii

Po pierwszych dwóch dniach żadna atrakcja Saksonii już nie była tak atrakcyjna. Mogłam więc odetchnąć z ulgą.

Spływ po rzece Łabie? Luźny jak niedzielne popołudnie z grillowaniem (grillowanie naprawdę było, wurst must be!)

Kolacja z mistrzem olimpijskim w skokach narciarskich? A tam!

Monstrrolery w Oberwiesenthal? Nie takie potworne!

Romantyczny Lipsk

Miasto! Wreszcie miasto! Koniec adventures, czas na bezpieczną przestrzeń miasta. Hotel obok dworca centralnego i centrum handlowego, wieczorne drinki w sukienkach, oglądanie wystaw, oglądanie ludzi siedzących w kawiarniach, spływ kajakiem… co? spływ kajakiem? A tak, wieczorny spływ bo Białej Elsterze pomiędzy loftami, które kiedyś były fabrykami włókienniczymi – czyż może być coś bardziej romantycznego? Coś bardziej cool?

Szalony rafting w Kanuparku Markkleeberg

Rafting możemy dopisać do listy ekstremalnych rozrywek Saksonii. Tor wygląda z góry tak (by Daniel Grodziński):

Prawdopodobnie w jednej z tych łódek przewracamy się my. Szczerze przyznam, że gdyby taki tor był pod Warszawą, chętnie bym się wybrała. Dobra opcja na wypad firmowy, lepsza niż escape roomy i parki trampolin.

Brandenburgia

W tym momencie skończyły się wszelkie ekstremalne wycieczki, a zaczął chilloutowy slow travel po Niemczech. Wjechaliśmy do Brandenburgii.

Zapamiętajcie tę nazwę: F60. 

Wkrótce będziecie jeździć tam na największy festiwal techno albo à la Burning Man. Myślę, że prędzej, czy później ktoś wpadnie na pomysł, żeby coś takiego tam zorganizować, ponieważ patrząc na tę maszynę służącą kiedyś do wydobycia węgla brunatnego ma się niesamowite wrażenia.

Budowana przez rok na przełomie lat 80′ i 90′, działała również tylko przez rok. Dziś dookoła kopalni kręcą się turbiny wiatrowe, a turyści przyjeżdżają oglądać metalowego potwora.

Region, który kiedyś był przemysłowym ośrodkiem, dziś jest pojezierzem pełnym jezior idealnych na mały chilloucik. Ekipa Traveler Adventure Team chętnie skorzystała z możliwości, jakie daje takie pojezierze: spaliśmy w domkach na drzewie, pływaliśmy małymi łódeczkami, grillowaliśmy nad jeziorem, jeździliśmy na rowerze. Odpoczynek po szaleństwach Saksonii.

Traveler Adventure Team

Tropical Island

Tropical Island znajduje się godzinę jazdy od Berlina. Spędziliśmy tam jeden z ostatnich wieczorów. Ten park rozrywki ma być imitacją wyspy tropikalnej zamkniętej pod ogromną metalową kopułą. Trochę dziwne uczucie jest być tak zamkniętym, ale kompleks właściwie przypomina ogromny basen z wilgotnym powietrzem i egzotyczną roślinnością.

Osobiście bardzo lubię takie powietrze. Duszność i wilgoć sprawiają, że czuję się dobrze. Dlatego podobała mi się wizyta w Tropical Island, zwłaszcza, że nie ja za nią płaciłam. Gdybym sama miała rezerwować pobyt tutaj, wolałabym dołożyć kilka euro i wybrać się do prawdziwej Tajlandii. Ale ci, którzy nie lubią latać samolotem, mają małe dzieci i nie lubią wychodzić poza swoje strefy komfortu – z pewnością polubią Tropical Island.

Neuhardenberg

Podsunę teraz ludziom z Netflixa pomysł na serial: Carl-Hans Graf von Hardenberg, właściciel zamku Neuhardenberg  trafia do obozu koncentracyjnego za próbę zamachu na Hitlera. Tam spotyka Polaka, który opiekuje się szlachcicem. Ten obiecuje mu, że po zakończeniu wojny zabierze go do swojego zamku. Polak nie wierzy w te opowieści, jednak kiedy po latach dociera do miejsca, w o którym opowiadał mu von Hardenberg, wszystko okazuje się prawdą

Niesamowita historia i niesamowite miejsce.

Frankfurtu nad Odrą

Frankfurt nad Odrą najlepiej podziwiać z perspektywy dzwonnicy kościoła mariackiego oraz rzeki Odry.

National Geographic Traveler Adventure Team

Chciałabym podziękować National Geographic Traveler za zaproszenie do dołączenia do tej wyjątkowej ekipy. Chapeau bas dla #NiemcyCelPodróży, czyli Niemieckiej Centrali Turystyki za zorganizowanie tak wspaniałego programu.

Część zdjęć użytych do tego wpisu została wykonana przez: Iwona El Tanbouli Jabłońska i Jeremiasz Gądek.

Wideo z naszej wyprawy

  1. Wstęp:

2. Via ferraty 

3. Lipsk:

4. Kanupark Markkleeberg:

5. F60:

6. Wyprawa TATgonautów:

Pozostałe relacje z Traveler Adventure Team możecie znaleźć u:

  • Super wyprawa! Ja lubię pokonywać swój strach, jednak nie za często 😉 W takich miejscach na pewno warto się przełamać!
    Jak zobaczyłam F60 to od razu pomyślałam o Dolnych Witkowicach w czeskiej Ostrawie i prześwietnym fesitwalu Colours of Ostrava, który się tam odbywa.