Wolontariat Europejski, czyli jedziemy do Grecji! Pierwszy przystanek: Ateny.

Jeśli chodzi o Unię Europejską, to już chyba wszystko zaliczyłam w swoim życiu: Erasmus w Danii, staż w Parlamencie Europejskim, wymiana młodzieżowa w Turcji, a teraz EVS w Grecji. Po tym wszystkim jeszcze tylko wezmę sobie dotacje na założenie własnej firmy i już będę spokojna. Bo oczywiście pracy nigdzie nie mogę znaleźć. Już dwa lata po studiach, a ja żyję nie wiem za co.

Kiedy zobaczyłam to ogłoszenie, pomyślałam sobie: żadnych oliwek w polu nie będę zbierać, nawet jeśli Unia Europejska miałaby mi zapłacić za lot, zakwaterowanie i wyżywienie. Ale potem pomyślałam, że jak próbujemy wszystkiego to wszystkiego i aplikowałam na krótkoterminowy Wolontariat Europejski. Lepiej w końcu brodzić stopami po opuszczonej przez turystów plaży na wybrzeżu Grecji niż niszczyć skórzane buty w chlupie i śniegu w Polsce.

Naszą podroż zaplanowałyśmy (grupa z Polski liczy 3 osoby, jechałam z jedną z uczestniczek) tak, żeby zobaczyć sobie jeszcze Ateny. Miałyśmy 48 godzin w stolicy Grecji, więcej nie trzeba. Wiem, że naskarżyłam na ten Couchsurfing, ale cóż, nie miałyśmy kasy ponad tą, którą miała nam zapłacić Unia Europejska, także zwyczajnie musiałyśmy sobie poszukać hosta. Sprawdzałam każdego w Google, LinkedIn i pod względem odległości od centrum miasta. Po Włoszech byłam jeszcze bardziej sceptyczna niż zwykle, ale udało się. W kilka godzin od wylądowania na lotnisku stałyśmy na górze z małym kościołem i patrzyłyśmy na panoramę Aten. Zamówiliśmy talerz owoców morza i w małej knajpce popijaliśmy wino. We trójkę zagubiliśmy się gdzieś w uliczkach Plaki. Uznałam, że to magiczne, że naszym hostem w Atenach jest Dionisis (a.k.a Dionizos). „A mój tata ma na imię Achilles”, dodaje i to już zupełnie nas rozbawia.

Ateny
Jeśli w Rzymie i Paryżu uznawałam za romantyczne jeżdżenie skuterem, to w Atenach uznałabym to za makabryczne i nie wsiadłabym. Raczej nikt tutaj nie zakłada kasku!

Nasz jedyny dzień w Atenach poświęcamy na Akropol. Taka turystyczna porada: bilet kosztuje jakieś 12 euro i jest to pakiet 5 biletów, z którymi możesz pójść w kilka miejsc.

My gapy kupiłyśmy sobie po takim bilecie, bo to przecież once in a lifetime. Spędziłyśmy za dużo czasu na Akropolu, za dużo czasu na kawie i ciastkach i przegapiłyśmy godzinę zamknięcia wszystkich turystycznych atrakcji, czyli 15.00.

Nasze bilety oddałyśmy dla przyszłych Couchsurferów naszego hosta. W sumie to i tak nie lubię muzeów, rzeczywiście wolę kawę i ciastka. Poza tym, czyż połowy z tych rzeczy nie przewieźli do British Museum? W przeciwieństwie to Chińskich turystów (wiem, nabijanie się z Chińskich turystów już nikogo nie rusza, ale muszę to napisać), którzy fotografują chociaż nie widzą różnicy pomiędzy zawijasami na kolumnie doryckiej, koryńskiej czy jońskiej. No więc, w przeciwieństwie do tych Chińskich turystów chciałam być oryginalna i do zdjęć zaprosiłam kota, który łaził sobie po okolicy. Fajnie razem wyglądaliśmy na tle świątyni Ateny. Kiedy odchodzimy widzimy, że Chińczycy też próbują złapać kota i już ustawiają się do w kolejce do zdjęcia z nim. No, a potem była właśnie ta kawa po grecku (parzona tak samo jak po turecku, ale nie próbuj im tego mówić) i wieczór na souvlakach za 1,80 euro i butelkowanym winie bez etykiety za 1 euro. Wszystko to w dzielnicy Exarchia.

Akropol
No, i co myślisz kocie, o Atenach, spoko, nie?

11 milionów ludzi mieszka w całej Grecji, a aż 4 miliony z nich jest w Atenach. Bez sensu. Piękne działki z widokiem na morze i przestrzenią, w której można rozłożyć swoje ręce i kręcić się dookoła, te działki wykupują Niemcy. Na Ateny z nadzieją patrzą też uchodźcy, tutaj często jest dla nich pierwszy przystanek po tym, jak zostali przerzuceni z Syrii, Pakistanu czy innej biedy. Sami Grecy ledwo wiążą koniec z końcem, każdy z nich chętnie przystawiłby pistolet do głowy jednego z 300 parlamentarzystów. Wszystko to sprawia, że w Grecji dużą popularnością cieszą się ruchy anarchistyczne, nazistowskie, komunistyczne oraz inne takie, o których w Polsce już nie myślimy. Partia Złoty Świt, skrajnie prawicowa i nacjonalistyczna, proszę bardzo – 7 procent poparcia. Na Exarchii-Anarchii widać, że w Berlinie czy na Christianii w Kopenhadze tylko udaje się alternatywne życie. Tu w Atenach jest to bardziej na serio: squaty, bary, które powstały w opuszczonych domach, ludzie tak jakby organizują się sami, bez struktur, biznesu.

Exarchia Ateny
Knajpka non-profit, w której odbywają się spotkania Couchsurfingowe

Nie znam w Polsce żadnego baru, w którym każdy mógłby sobie coś nakleić, napisać, namalować, przynieść i zostawić i razem tworzyłoby to dekorację wnętrza. Chyba właśnie mam pomysł, na jaki biznes wydam te moje 40 tysięcy z Unii Europejskiej…

Exarchia bar

Exarchia Ateny
I anarchistyczne „akcenty”

Policja? Zamiast symbolem porządku jest symbolem zła. Jeśli ktoś chce się dobrze przyjrzeć graffiti na ścianach Exarchii to zobaczy podobiznę Killacha P., rapera, którego zamordowano, bardzo możliwe, że na zlecenie Złotego Świtu. Źle się dzieje w państwie greckim. Nie zobaczysz tego podczas wakacji na Zakhyntosie, ale wystarczy pogadać na ławce w Exarchii i dziwne myśli zbierają ci się w głowie. Myśli, że przecież można żyć spokojnie uprawiając organiczne oliwki na wsi, niż być w Atenach, blisko wielkiego świata i zarazem wielkiego brudu. Nasz grudzień będzie wyglądał właśnie tak i nie żal mi wsiadać w autobus do Kalamaty.

A grudzień będzie taki:

Zbiór oliwek w Grecji

  • a wiesz że czytałam o Tobie chyba w jakiejś gazecie? właśnie o tym jak w brukseli byłas.
    i pisałam już, że Cię śledzę, nie? do aten też jedziemy, trololo. dzieki za radę. ciekawe jest to co piszesz, 7% poparcia to dużo. za kilka lat może być 27. i po tyle samo w hiszpanii? włoszech? francji?

    • Dziwne, nie dawałam żadnych wywiadów jak byłam w Brukseli… ostatnio odpowiadałam na pytania jakiejś gazety o pracy i zarobkach w Danii, ale to było zupełnie w innym kontekście…

      • serio? bo na 100% czytałam, kilka lat temu, stąd Cię kojarzyłam, więc nawet nie mogłam sobie tego wymyślić. może to nie był wywiad, może artykuł o Tobie o którym nawet nie wiedziałas ;d

  • Ciągnij z Unii ile się da. Też to praktykuję 🙂 I korzystaj z EVSowych przyjemności. Udanego pobytu pełnego międzykulturowych doświadczeń! 🙂 Pozdrawiam

  • EVS to super sprawa. Tak zaczęła się moja przygoda i do tej pory trwa. Dużo o tym pisałam nawet u siebie na blogu. Po EVSie nie wróciłam do Polski na stałe. Była znów Gruzja, później Chiny i Tajlandia. Teraz czekam na USA. EVS to super okazja, trzeba z niej skorzystać 🙂
    powodzenia 🙂

  • A ponoć w Europie nie miało być już miejsca dla ruchów nazistowskich. A tu się znów brunatna breja rozlewa po starym kontynencie!

  • Ewa

    A dla mnie na EVS juz za późno, jakoś nigdy się nie zakręciłam wokół tematu no i przeszło…

  • Brawo! Podziwiam ludzi, ktorzy sa tak zorganizowani:) Mi sily starczylo tylko na Erasmusa, ale myslalam tez o Da Vinci itp. Coz, dla mnie juz za pozno, ale ty, korzystaj poki mozesz!

  • Po raz pierwszy od dawna czytam post, który nie wychwala Grecji jako raju na Ziemi:) współpracuję z grekami i mniej więcej wiem jakie są nastroje. Fajny post!

  • Rozbawiło mnie to zdanie z kawą. Oni wszyscy mają skrzywienie na punkcie parzenia kawy i trzeba uważać, żeby się nie pomylić. A tak btw właśnie piję kawę własnoręcznie przygotowaną w tygielku :)A gdyby ktoś chciał się takiej napić, zapraszam po instrukcje >> http://www.biegunwschodni.pl/2014/11/balkany-kawa-w-tygielku-niejedno-ma-imie.html

    • Chodzi o to, że dla mnie tak samo jest robiona ta kawa, tylko w Grecji każą mówić, że po grecku, a w Turcji, że po turecku. Tak samo, kiedy dali mi do spróbowania lokum, ja mówię, że ooo, turkish delight, a oni, że zamknij się, jaki turkish, lokum.