Wolontariat i praktyki zagraniczne z AIESEC: o tym, dlaczego ledwo zaczęłam, a już nie polecam

Wolontariat z AIESEC

Jestem fanką wszelkich wyjazdów, inicjatyw, Erasmusów i wymian międzynarodowych, dlatego w styczniu tego roku postanowiłam sobie, że pojadę na wolontariat z AIESEC do Brazylii. Ot, taki plan ni stąd ni zową. Zawsze muszę sobie coś wymyślić.

Zacznę od tego, jak próbowałam zapisać się do AIESEC w Polsce, w Lublinie: poszłam na rozmowę „kwalifikacyjną”, robili mi różne testy, wypytywali. Potem chcieli, żebym pisała test językowy, bo żaden certyfikat nie potwierdza mojej znajomości angielskiego, która dla mnie jest oczywista. Potem chcieli organizować jakieś szkolenia, warsztaty czy coś. A ja już byłam na lotnisku w Katowicach Pyrzowicach i czekałam na lot do Malmo. Z braku pieniędzy tam pojechałam i złości, że nikt nie ufa absolwentowi politologii, że mam jakieś doświadczenie, za które ktoś mógłby mi zapłacić w postaci pensji. Dobra, pomyślałam, pojadę, a potem popraktykuje jeszcze z AIESEC, czemu nie. Będzie trochę zabawy, trochę doświadczenia, poznam ludzi, będę miała cel – trochę inaczej niż podróżowanie tylko z plecakiem.

Z AIESEC z uniwersytetu w Kopenhadze też jakoś trudno było się konkretnie umówić: przekładali, wymyślali. Chociaż zostałam zapewniona, że owszem w Brazylii są firmy public relations oferujące płatne praktyki. Taka bzdura, ale o tym później. W końcu napisałam jednego e-maila do AIESEC CBS (uczelnia w Kopenhadze), ci podali mi numer konta, kazali wpłacić pieniądze i oto miałam dostęp do bazy danych, z której mogłam wybierać i aplikować gdzie chciałam. Kosztowało to 2500 DKK (dla porównania w Lublinie – 350 zł). Sprawdzałam tą pieprzoną bazę danych co chwila, ale nic nie było. Jakieś wolontariaty w Indiach, na które mogłam pojechać od zaraz, ale ja nie mogłam – musiałam być w Kopenhadze, bo pieniądze na bilet jeszcze nie były uzbierane. Bilet chciałam kupić na jesień, więc czekałam aż pojawi się coś, co zaczyna się jesienią. Najlepiej w Brazylii. Latem zaczęłam wysyłać przypadkowe e-maile. Pod koniec lata byłam już zaakceptowana przez Porto Alegre, ale chcieli żebym przyjechała za dwa tygodnie. Żart.

Kiedy dostałam wypłatę upiłam się i wieczorem kupiłam bilet do Rio de Janeiro. „Jadę” – powiedziałam, „I tak pojadę”.

I tak sobie pojechałam. Jeszcze dwa dni przed przyjazdem przeprowadzałam jakieś rozmowy na skype i już miałam możliwość pracowania w dwóch miastach w Brazylii, ale Rio de Janeiro się nie odzywało. W końcu, bam!, ledwo zdążyłam wrócić z pierwszego kursu forró, spróbować ryżu z fasolą i wyleczyć jesienne przeziębienie, które przywiozłam z Polski, przyszła oferta od Rio, szybka rozmowa na skype, jest, dostałam się, zostaję w Rio de Janeiro. Projekt miał zacząć się 11 listopada, miałam więc dużo czasu na powłóczenie się po mieście, chociaż prosiłam o znalezienie mi hosta wcześniej. Co zresztą się nie wydarzyło. Bo zakwaterowanie (co zwykle jest największym wydatkiem) miałam mieć zapewnione. Wyobrażając sobie, że będę mieszkała z przeuroczą brazylijską rodziną czekałam na rozpoczęcie projektu.

Cały problem w tym, że AIESEC próbuje udawać profesjonalną organizację, ale ludzie, którzy mnie rekrutowali to 19-latkowie i nie zawsze wszystko im wychodzi. Wszystko było na ostatnią chwilę, wszystko niejasne i wiele znaków zapytania. W dniu rozpoczęcia moich praktyk doszłam do wniosku, że lepiej sobie radziłam w Rio de Janeiro bez AIESEC, poznawałam ludzi i teraz wcale nie mam ochoty na tą przygodę, że nie czułam się dobrze w grupowych wycieczkach, że wręcz ich nie lubiłam (ten chce siku, ten nie będzie jadł tutaj, ten się zgubił) i cała ta międzykulturowa wymiana jest strasznie męcząca. Potem dostałam niezłego życiowego kopa, bo zakwaterowali mnie, jak już wspomniałam, daleko od wszystkiego i chociaż w jakiś sposób nauczyłam się czegoś o życiu w Brazylii, zobaczyłam coś więcej niż Zona Sul, a nawet zauważyłam, że wolę spędzać czas z moim hostem, która jest panią po 40, która nie mówi po angielsku, ale za to ja zaraz będę mówiła po portugalsku. Wolę spędzać czas z nią i naszym kotem, gadać i popijać kawkę niż chodzić na integracyjne imprezy AIESEC. Więc fakt, że mieszkam 2,5 godziny od Zony Sul zaczęłam używać jako wymówkę. Ale z drugiej strony – czemu to ja muszę mieć to doświadczenie spędzania długich godzin w brazylijskiej komunikacji miejskiej? AIESEC zapewnia zakwaterowanie, ale to zakwaterowanie jest różne: ja mieszkam w osiedlu z basenem, ale daleko od wszystkiego. Ktoś mieszka w faweli z małżeństwem, ich kuzynką i dziećmi kuzynki, i dziadkiem, który trzyma klatki z papużkami. Ktoś śpi na kanapie u pary studentów, gdzie naczynia nie były myte od jego przyjazdu (wszyscy przyjechali 10 dni temu). Ktoś ma apartament na Barra de Tijuca, na 27 piętrze z widokiem na ocean. Ktoś ma full service, nie musi gotować, prać ani sprzątać, czyli tak jakby mieć z powrotem 9 lat.

Ja myślę, że to lepiej działałoby w mniejszych miastach, a w takim Rio trudno każdego zadowolić. Poza tym niektórzy z nas muszą dopłacić do rachunków za swój pobyt w tych mieszkaniach. Dodając do tego opłatę dla AIESEC przed przyjazdem, wychodzi na to, że lepiej opłaciłaby się podróż z plecakiem. Wielu z nas musiało poświęcić wiele, żeby móc kupić ten bilet do Rio, niektórym tą imprezę opłacają rodzice, bo są jeszcze na studiach i na utrzymaniu rodziców. Nie wiem kogo stać na kupienie biletu do Brazylii tak hop siup: aplikujesz na projekt, zostajesz zaakceptowany, a za dwa tygodnie musisz tam być. Nonsens.

A teraz najdziwniejsze, muszę zrobić jakieś śledztwo na ten temat, bo to mi wygląda jak jakaś korporacyjna mafia: za AIESEC płacisz – opłata jest zależna od kraju, z którego wyjeżdżasz (przypominam, że w Danii 2500 DKK, z tego co się dowiedziałam w Brazylii 950 R$). Pytam: na co idą te pieniądze? Oni, że na wydatki komitetu, czyli np. papier i tusz do drukarki. Kurde, dużo tych tuszy musiał kupić CBS za wysłanie mnie do Rio de Janeiro.

DSCN7273

  • Ania

    Mam dokładnie takie same odczucia… Byłam w te wakacje w Pekinie z Aieseca. Miałam mieć zapewnione zakwaterowanie, ale były jakieś powodzie itp i w końcu musiałam zapłacić 150$ za zakwaterowanie w 4 osoby w kawalerce. Potem okazało się, że przedszkole, w którym miałyśmy pracować wymaga jakichś dziwnych badań lekarskich na które się nie zgodziłyśmy i zostałyśmy bez zajęcia. Po tygodniu znaleźli nam coś w zupełnie innej kategorii, ale miałyśmy zapewnione wyżywienie i przystałyśmy na tę propozycję. Nie mówiąc już o kosztach biletu i kasie, którą musiałam zabrać ze sobą, organizacja wyjazdu przez Aiesec to jakaś totalna porażka. Chińczycy jeszcze mieli jakieś poczucie odpowiedzialności i widać było że się starali, ale polski oddział po prostu zakwalifikował mnie do projektu i właściwie na tym zakończył swoją rolę…

    • Dawid

      O co chodzi z tymi „dziwnymi” badaniami lekarskimi? Jakbym był dyrektorem przedszkola też bym nikogo nie wpuścił do dzieci bez ważnych badań lekarskich. Tym bardziej jak jesteś z innego kraju, nie wiadomo jakiego „syfa” możesz mieć. Na miejscu rodzica też bym wymagał potwierdzenia że wolontariuszka pracująca z moim dzieckiem niczym go nie zarazi.
      Dlatego też nie rozumiem Twojej postawy. Lecisz przez pół świata, żeby pracować w przedszkolu, a potem rezygnujesz bo „jakieś” badania. W Polsce też trzeba mieć badania żeby pracować np. w kontakcie z żywnością.
      Moim zdaniem powinnaś być wdzięczna, że tam na miejscu w ciągu tygodnia znaleźli Ci inną pracę.

  • Daniel

    a tacy uśmiechnięci na zdjęciu 🙂

  • ja już miałam pisać posta pod tytułem „wybierzcie już lepiej AEISEC zamiast internship indonesia”, ale wygląda chyba na to, że nie ma praktyk idealnych 😉

  • Petra

    Ej tam em tam:) Na czym polega praca? Co robisz konkretnie?Masz uczucie zawieszenia w swoim życiu? Podróż i mieszkanie na wolontariacie nie będzie trwać zawsze? Czy po prostu ten styl życia zapewnia ci podróżowanie – bo o to Ci teraz w życiu chodzi?Pytam bo sama w marcu na chwile do Boliwii jadę- bo nigdy nie byłam w Ameryce Południowej i … Chcę:) Pozdrawiam – stała obserwatorka i czytacz bloga:)

  • A widzisz w Kolumbii (Barranquilla) wolontariuszy traktują fantastycznie. Zakwaterowanie bomba, ‚buddies’ zabierają ich tu i tam, praca super. Natomiast tych którzy są na Global Internship zostawiają samych sobie. Na szczęście Kolumbijczycy (niezwiązani z aeieseciem) są jednymi z najbardziej pomocnych ludzi, dlatego jakoś leci. Zgadzam sie z tym, ze (za) młodzi ludzie pracujący dla aisec nie czuja odpowiedzialności za osoby które przyjeżdżają do obcego kraju i czuja sie nieco zagubione. Nie twierdze, ze trzeba mnie za rękę prowadzić, ale jakbym wiedziała, ze muszę sobie sama radzić nie wyczekiwalabym na mejle i traciła kasy na telefony i zostawianie wiadomości na sekretarce, bo nie racza odebrać czy oddzwonic. Ta ich młodość tez wpływa na to, ze myślą, ze imprezowanie do nieprzytomności jest dla wszystkich.
    Po czterech miesiącach z aiseciem, zakończyłam swój Internship, ale wracam pracować do Barranquilli, tylko, ze już bezpośrednio ze szkoła.
    Co do opłat, to w Wielkiej Brytanii musiałam wybulic £300! A do tego moj szef nie dość ze na początku musiał zapłacić prawie £1500, to jeszcze co miesiąc ok £100. Jeśli ludzie pracujący dla AIESEC są wolontariuszami, to ktoś tam u góry robi interes swojego życia.

  • Karolina

    Ja byłam z Aiesec we Lwowie i w Stambule i uważam to za świetną szkołę życia 😉 Na Ukrainie Aiesec przypomniał sobie, że przyjechałam tydzień po fakcie, a pierwsze 2 tygodnie spędziłam w host family 30 km od Lwowa 😛 Później miałam mieszkanie z innymi wolontariuszami w centrum miasta, ale za to bez prądu 😉 W Turcji musiałam zmieniać mieszkanie 6 razy w ciągu 6 tygodni, a mój buddy nie mówił ani słowa bo angielsku 😛 Ogólnie doświadczenia wspominam fajnie, ale Aiesec tylko dla osób doświadczonych i odważnych, bo i tak będziesz musiał sam o siebie zadbać. A teraz wybieram się do Rio na wolontariat w Project Favela – może ktoś ma jakieś doświadczenia??

    • Ja wiem, że byłam trochę za ostra i wymagająca dla AIESEC, ale kurczę, po prostu moim zdaniem za dużo pieniędzy to kosztuje, żeby się tak wygłupiali. Teraz śmieję się myśląc o moim mieszkaniu na Pechinchy z hostem, która nie mówiła po angielsku, miałyśmy razem cudne momenty. Nie zintegrowałam się za bardzo z grupą pozostałych wolontariuszy, nie imprezowałam z nimi zbyt wiele, najbardziej jestem wdzięczna za tą właśnie znajomość.

      Jestem bardzo przeciwna płaceniu za programy wolontariackie. Swego czasu myślałam o zrobieniu czegoś z Iko Poran w Rio de Janeiro, ale koszty mnie powstrzymały. Co to za projekt ten Project Favela?

  • Ja zaczęłam swoją przygodę z AIESECiem, bo bardzo mnie ciągnęło do Szwecji, a jakoś ciężko szło szukanie normalnej pracy z Warszawy. Na szczęście nie było to tak wariacko drogie (coś ok. 400 zł zapłaciłam), ale też spodziewałam się czegoś lepiej zorganizowanego. Otrzymanie dostępu do bazy zajęło mi jakieś 3 miesiące, bo nikt nic nie wiedział – w trakcie zaczęłam to opisywać na blogu, m.in. tutaj: http://going-with-aiesec.blogspot.se/2014/01/dealing-with-all-procedural-things.html i dostawałam wiele wiadomości, że nie tylko mnie szlag trafiał. Dobrze, że szwedzki AIESEC jest lepiej zorganizowany, bo przez ten polski to też chciałam wszystko rzucić w cholerę.
    Ale teraz doszły mnie słuchy, że chyba zmądrzeli i będzie się płaciło tylko wyjeżdżając – za „pomoc aiesec w organizacji wszystkiego”, sam dostęp do bazy ma być (podobno) bezpłatny…

    • Dzięki za komentarz. Trochę przykry ten dzisiejszy świat: ludzie płacą za praktyki, możliwości wolontariatu z nadzieją, że będzie to niezły punkt w ich CV (bo oczywiście pracodawcy narzekają, że młodzi ludzie studia mają, ale żadnego doświadczenia), a to wszystko lipa na resorach.

  • Ewelina

    hej! mam pytanie czy do wolontariatu w hostelu potrzebna byla ci wiza ? planuje wyjechac do Brazylii ale zadnej platnej pracy raczej nie znajde bo problemy z wiza sa okropne :/ i na jakim poziomie byl twoj portugalski ?dzikie z gory za odpowiedz

    • Cały czas w Brazylii byłam na wizie turystycznej. W hostelu nie miałam kontraktu, więc nie miało to znaczenia. Nie mówiłam ani trochę po portugalsku, kiedy przyjechałam do Brazylii. Agora eu falo portuguese. Aprendi lá.

  • ticket

    Czesc. Zastanawiam sie nad wyjazdem na wolontariat z AISEC do Brazylii. Czy mozesz powiedziec, ile mniej wiecej trzeba miec ze soba pieniedzy, zeby starczylo na 1 miesiac pobytu???

    • Ceny w Rio de Janeiro są niemal takie same jak w Norwegii. A Brazylia przecież taka duża i zróżnicowana, nie wiem, gdzie chcesz jechać i nie wiem jakie są twoje upodobania: czy jadasz na mieście, czy lubisz kolorowe drinki w klubach, czy często kupujesz nowe ubrania… Jeśli będziesz na AIESEC głownie będziesz potrzebował pieniędzy na komunikację i jedzienie. Sam się zastanów ile wydajesz na jedzienie. Bilety na autobusy: w Rio jednorazowy kosztuje 3R$, płacisz zawsze jak wsiadasz, nie ma miesięcznuch i nie da się jechać na gapę. Czy mogę powiedzieć, że potrzebujesz dwa razy więcej pieniędzy niż w Polsce? Czy powinno to być 1000 euro? Nie wiem. Ogólnie moje wydatki nie sa pod kontrolą, nie potrafię ich monitorować. Jeśli jednego dnia zaszaleję w knajpie, to przez następne trzy dni jem w Lidlu, takie życie.

  • Kuba

    Ale d*pa! Dzisiaj bylem na rozmowie z AIESEC Praga (mieszkam w Pradze). Staz z AIESEC w Czechach kosztuje – 1600 zlotych!!! Mysle o tym, ze pojade do Wroclawia bo w Polsce ta ”impreza” kosztuje tylko 400 zlotych! Czy takie roznice sa normalne? FUCK IT! Chce wyjechac w lutym…powiedzieli mi, ze to jest mozliwe…ale jak czytam wasze wiadomosci…to chyba raczej nie.

  • Sylwia

    Różne komitety AIESEC na świecie różnie pracują. Raz gorzej, raz lepiej – wiadomo.
    Jestem wolontariuszka w AIESEC i zajmuję się programem związanym z wolontariatami. Większość osób, która wraca z wolontariatu i została wysłana przez komitet w którym działam wraca zadowolona.
    Co do problemów z tym, że przepływ dokumentów trwa długo czy, ze trudno jest się skontaktować z kimś z AIESEC lub decyzję o wyjeździe trzeba podjąć w tydzień lub dwa. Dużo się zmieniło. Dokumenty w większości dzięki nowej platformie będą (są) podpisywane elektronicznie. Ofert wolontariatów jest naprawdę sporo i jest w czym wybierać. Wiadomo, że jeżeli ktoś jest otwarty na różne kraje/opcje jest mu łatwiej coś znaleźć. Jeśli ktoś mam bardzo sprecyzowane oczekiwania musi trochę więcej poszukać. Co do kontaktów z AIESEC. Staramy się odpisywać jak najszybciej na maile, telefony odbieramy. Nie zagwarantuję tego co do komitetów z innych krajów, ale do tej pory sporadyczne były przypadki, ze ktoś mi nie odpisał lub nie reagował na kontakt. A to jaka ofertę znajdziesz i kiedy będzie zaczynał się projekt (czy za dwa tygodnie czy za dwa miesiące zależy tak naprawdę od Ciebie :))
    Informacje na temat noclegu/zakwaterowania lub zagwarantowanych posiłków podane są w ofercie (jeśli zdarzy się, że nie ma takich informacji zawsze można dopytać o to osobę odpowiedzialną za ofertę).
    Dodam jeszcze, że owszem zdarzają się problemy. Różne. Z projektem czy np. z odbiorem z lotniska. Jednak pomimo pojawiających się czasem problemów nie spotkałam się (poza tym wpisem na blogu) z tak krytyczną opinią o wolontariacie. A miałam kontakt z wieloma osobami, które na wolontariacie z AIESEC były i są bardzo zadowolone.
    Aaa… Jeszcze co do opłaty to ona nie idzie na tusz i papier 🙂

    • Nie oddałabym za nic tych 6 tygodni spędzonych z Vanią, moim super hostem w Rio de Janeiro. Mieszkanie z nią było niesamowitym doświadczeniem. Praca na uniwersytecie również, byliśmy bardzo miło przyjęci. Pomimo wszystko moje oczekiwania wobec AIESEC były większe, jest rozbieżność pomiędzy wizerunkiem jaki kreuje, a rzeczywistością. Po tym doświadczeniu jestem bardzo przeciwna temu, aby ktokolwiek kiedykolwiek płacił z możliwość odbycia wolontariatu albo praktyk, to wręcz niedorzeczne. Takich organizacji jest dużo i rośnie ich popularność. Teraz jestem na Wolontariacie Europejskim i mam mieszkanie, kieszonkowe, dostaję zwrot pieniędzy za bilet lotniczy. Mam stały kontakt z organizacją goszczącą i mentora. Profesjonalnie.

  • Wiola, wyjęłaś mi z ust wszystko, co chciałabym napisać o AIESEC. Byłam z nimi na praktykach w Wiedniu. Pomijając juz nieudolność organizacyjną przed wyjazdem (odcinanie dostępu do bazy praktyk co kilka dni, rozmowy na skype, na które ludzie z AIESEC się nie stawiali itp). Drugiego dnia po przyjeździe do Wiednia byłam zaproszona na jakiś niby lunch, gdzie mieli być wszyscy z lokalnego komitetu – spółniony o 30 min, pojawił się jeden Turek, żeby mi powiedzieć, że nikt się nie pojawi. Moja „buddy” miesiąc po moim przyjeździe wyjechała z kraju, a wszelkei „integracje” czy wyjścia ograniczały się jedynie do schematu „chodźmy się upić”. Ostatecznie znalazłam sobie znajomych spoza AIESEC, który okazał się ogromną porażką. Ale nic w tym dziwnego, skoro, tak jak napisałaś, zarządzają tym wszystkim 19-sto latkowie 🙂

    • Dzięki za komentarz. Do dziś mam wyrzuty sumienia za ten wpis, który napisałam pod wpływem emocji, jeszcze przed zakończeniem mojej przygody z AIESEC. Nie chcę krytykować totalnie, bo mimo wszystko to było jakieś doświadczenie w moim życiu. Ale…właśnie, ale.. Dopiszę jeszcze zdanie, które powiedziała mi przypadkowo spotkana znajoma, która też robiła praktyki z AIESEC. Będzie po angielsku, bo myślę, że tak lepiej brzmi, jeśli przetłumaczę, mogę zmienić sens: „AIESEC is like bunch of kids, who think about themselves that they are on the top of the world”. AIESEC-owi brakuje dużo, żeby być on top of the world, to tylko studencka organizacja. I dlatego nie zasługuje, żeby ludzie płacili jej pieniądze.

  • Angie

    Sama zastanawiałam się nad wyjazdem z AISEC, ale już czytałam niejedną złą opinię o nich 😉 Też mnie interesowała Brazylia, ale chyba pozostanę przy Erasmusie i EVS w Portugalii 😀 A jeśli mówisz o tych 19-latkach, którzy Cię rekrutowali – to może być problem, jeśli oni mają prowadzić rozmowy z kimś starszym od siebie, bo w tedy są zupełnie inaczej postrzegani. Jestem wolontariuszką w organizacji AFS Programy Międzykulturowe Poland, gdzie właśnie są sami 19-20-21-latkowie, a nawet młodsi… I wszystko świetnie wychodzi! Organizujemy seminaria, rekrutujemy ludzi, spotykamy się z rodzicami, załatwiamy masę spraw… Ważne jest dobre podejście, doświadczenie, zorganizowanie i wiedza 😉 Lecz my niestety organizujemy tylko wymiany dla ludzi w wieku 15-18 (lecz w innych krajach AFS robi też wymiany dla starszych osób). Ale także szukamy rodzin goszczących dla uczniów – i tu kolejny problem AISEC, chyba nie potrafią sobie wyśrodkować, kogo chcą znaleźć i chyba mają to bardzo niezorganizowane, jeśli czasem nie wiesz jak, gdzie i w ogóle kiedy trafisz… 😉

    • Ten post napisałam da lata temu, a ciąż otrzymuje komentarze. Mam nadzieję, że sam tekst oraz liczne wypowiedzi innych osób pomogą w decyzji tym, którzy chcieliby wyjechać z aiesec. Nie mówię, że wcale nie warto, ale moim zdaniem minusów jest wiele.

  • Czytałam ten tekst chyba kilka miesięcy temu, jeszcze przed moją wymianą z AIESEC. Teraz, już po powrocie, wracam do niego i trochę inaczej go odbieram. Widzę już o wiele więcej rzeczy, na które wcześniej nie zwracałam uwagi jako członek organizacji. Jeśli jesteś ciekawa, jak to teraz wygląda i czy coś się zmieniło w organizacji praktyk, wpadnij na http://www.jadenawymiane.pl/global-talents-opinie/. Powiem Ci, że jestem bardzo ciekawa Twojej opinii na dzisiejsze warunki wyjazdów. Pozdrawiam! Artykuł wciąż dostaje komentarze, bo jest chyba na 2 miejscu po wpisaniu AIESEC opinie 😀 Sporo osób wyrabia ją sobie po tym tekście! I chyba mało kto decyduje się na wyjazd ^^

    • Hey! No, już parę lat minęło od mojej wymiany:) Widzę, że tylko ceny poszły w górę, 750 zł za bezpłatne praktyki to brzmi jak żart naszych czasów. Z jednej strony fajnie, że poszukujemy doświadczenia, ale z drugiej strony – jak łatwo je kupić dla tych, którzy mają pieniądze.