Paryż jest nie dla mnie: w Paryżu jestem smutna

Wysiadam na Port de Maillot, w ręku trzymam jabłko i kiedy myślę sobie, że zerwałam je dziś rano w sadzie moich rodziców, uważam to za niemal magiczną chwilę. Generalnie nie wiem, gdzie mam pójść dalej, więc jem jabłko i daję sobie chwilę na zebranie myśli. Paryż…

Père Lachaise

Wyobrażałam to sobie inaczej. Wyobrażałam sobie spacery po urokliwych uliczkach, tak co najmniej ze trzy espresso dziennie, każda w innej knajpce, złote liście na drzewach, francuskich gentelmanów w szaliczkach, że niby wszyscy tu są poetami i artystami, po alejkach spacerują zakochane pary, nie spieszą się nigdzie…

A tu… tłum turystów z aparatami i nic więcej. Rozczarowanie.

Père Lachaise

Pierwszego dnia postanawiam spełnić swoje marzenie i ruszam w kierunku, wcale nie wieży Eiffla, ale cmentarza Père Lachaise. Jeszcze rano przerzucam na telefon wszystkie the best of The Doors i z bagietką i croissantem pod ręką idę na stację metra.

Nietrudno znaleźć grób Jima Morrisona. Zajmuje mi to mniej niż wypicie puszki coli. To jedyny grób, na którym są kwiaty. I jedyny ogrodzony czymś na wzór policyjnych tasiem z napisem „zakaz przechodzenia”. I tak patrzę na ten pomnik, wciśnięty pomiędzy Marie Francoise Bullot i jakiś duży grobowiec rodzinny. Ludzie przechodzą, robią fotkę i odchodzą. A ja stoję i się gapię. No nic, trzeba jechać zobaczyć tą wieżę Eifla. Jeśli ktoś myślał, że pod wieżą Eiffla ludzie nie robią nic innego jak się oświadczają, a Pola Marsowe są wypełnione kocami w kratkę, gdzie wszyscy delektują się piknikiem, to ma taką samą bujną wyobraźnię jak ja. Jestem jedyną osobą, która siedzi pod wieżą Eiffla z butelką wina i właściwie to nie wiem na co czekam, może na romantyczne przypadkowe spotkanie jakiegoś przystojnego Francuza lub coś w tym stylu. Ale to się nie stanie. W Paryżu wczesną jesienią nie ma romantycznego.

Paryż

Wybieram się na zwiedzanie z Sandemans New Europe, oni zawsze mają śmieszne historyjki na temat miasta, oprowadzają niekoniecznie po największych zabytkach i nie pieprzą o historycznych pierdołach. Nie daje się namówić na Luwr, Notre Dame obchodzę dookoła, nie robię tylko jednego zdjęcia od frontu, ale próbuję uchwycić wysoko umieszczone gargulce, te, które znam z Dzwonnika z Notre Dame. Tylko raz przechadzam się na Champs-Élysées i naprawdę nie widzę sensu fotografowania się na tle witryny Luis Vuitton. Niestety, wszystkie zdjęcia mnie samej, które mam są zrobione przez przypadkowo napotkanych turystów, a więc bardzo tendencyjne: ja i miły obrazek za plecami. Zauważam jednak, że  hitem są tutaj przenośne statywy. Nie musisz prosić nikogo o zdjęcia, po prostu ustawiasz sobie taki statyw, ustawiasz siebie do zdjęcia i tylko uważasz, żeby nikt ci tego aparatu nie gwizdnął. Bycie turystą w Paryżu nie jest łatwe, trudno przejść nie zaczepionym przez ulicznych sprzedawców, a to co, moim zdaniem, kompletnie psuje obraz każdego miasta, to sklepy z pamiątkami. Wszystkie są takie same i we wszystkich są takie same badziewia. We wszystkich sprzedają tureccy handlarze. Wszystkie mnie wkurzają.

Père Lachaise

A jacy są Francuzi? Nie udaje mi się poznać zbyt wielu z nich, ale OK, niech im będzie, są gentelmanami. Paryskie metro to dla mnie i mojej walizki jakaś katastrofa, a oni wszyscy oferują mi pomoc. I uwielbiam jak nazywają mnie „mademoiselle.” Taki jeden pozytywny akcent. Czas na zdjęcia:

  • Weronika

    Ah na Paryżu też się zawiodłam … 🙂

  • Wiesz mieszkam w Paryzu od wielu lat i nie wydaje mi sie, ze Francuzi sa gentelmenami (ile razy przywalily mnie drzwi, bo liczylam, ze ktos je mi potrzyma, a nie potrzymal), ale Francuzi sa podrywaczami (to by wyjasnialo te historie walizki). Mi tez czasami Paryz wydaje sie bardzo pochmurny, ale sa tu takie miejsca (ogrody), za ktore nie moge go nie kochac. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Karol

    Wizerunek Pani emanuje taką dużą dozą sympatii, że niE odmówiłem sobie polubiEnia Pani strony, A jakie będą moje wrażenia z pobytu w Paryżu jesienią tego roku!!!.