Żegnaj Kopenhago…

Kiedyś w Polsce był taki zespół Pidżama Porno i tam w jednej piosence wokalista śpiewał: „Masz koszulkę z Kurtem i nawet ci do twarzy z trupem. Poproś go niech ci dziś powie chociaż słowo.” To takie dosadne. Znam tą piosenkę odkąd skończyłam 14 lat i od tamtej pory wystrzegałam się koszulek z podobiznami gwiazd rocka uważając to za głupi wymysł pop kultury niegodny naśladowania. Dziś, siedząc na Island Bridge ubrana w męską koszulkę z H&M z fotografią Jima Morrisona, rozmyślam sobie co ten trup od prawie 40 lat mógłby mi powiedzieć o życiu. Ten post to moich kilka słów na odchodne, drobne podsumowanie i mocne postanowienie powrotu.

To dziwne uczucie, kiedy myślę sobie o życiu, jakie pozostawiłam za sobą: sad z drzewami owocowymi na podwórku moich rodziców, zapach skoszonej trawy, jeden sklep spożywczy w promieniu 3 km i fasolkę szparagową rosnącą w ogródku… Jestem wdzięczna, że podjęłam ryzyko i nie pojechałam, jak większość ludzi, na Erasmusa do Hiszpanii. A ryzyko było naprawdę duże! 400 euro stypendium miesięcznie, trochę oszczędności, a i tak w połowie kwietnia byłam bliska wyjazdu na plantację truskawek na Jutlandii. Dziś jestem blisko wyjazdu z powrotem do Polski, tuż po cudownych wakacjach w Portugalii. Lizbona była cudowna, wkrótce wszystko opiszę. Jednej rzeczy tylko żałowałam – że nie mogłam zabrać ze sobą tych wszystkich blondwłosych i niebieskookich chłopaków z Kopenhagi na te wakacje. Nie wierzę, że to powiem, ale taka jest prawda: zakochałam się w tym skandynawskim typie urody. I nie wiem, czy to chodzi o te ich super szczupłe łydki czy niebieskie oczy, ale odwołuje wszystko, co na ich temat powiedziałam! A i tak, tylko kilka moich koleżanek wie, co powiedziałam kiedyś tam podczas rozmów, więc myślę, że mam jeszcze szansę.

Także jak ktoś zna takiego przystojnego Duńczyka to proszę go do mnie zgłosić. Natychmiast.

Z inną miłością tu przyjechałam, trochę inną zabiorę do domu. Życie wywróciło mi się do góry nogami. Musiałam się z kimś rozstać po sześciu latach związku. Wreszcie nauczyłam się dobrze palić marihuanę. Mieszkałam z duńską rodziną w domu bez firanek. Wywróciłam się na rowerze. Mieszkałam w centrum Kopenhagi nie mając własnego prysznica. Nauczyłam się ścielić łóżko w 8 minut, kiedy pracowałam w hotelu. Ukradli mi telefon. Wypiłam kilkanaście mohito podczas szalonych imprez w klubach Kopenhagi i jeszcze więcej butelek wina na ulicy. Od pół roku nie jechałam autobusem. Schudłam 5 kilogramów. Zaczęłam nosić dżinsowe kurtki i długie spódnice. Całowałam się z chłopakami, których nie znałam i było fajnie. Całowałam się z chłopakami, których wydawało mi się, że znałam i to był błąd. Nauczyłam się być sama i ufać tylko sobie. Piłam piwo na cmentarzu. Przestali mnie dziwić 20-latkowie z zapuszczonymi wąsami. Poznałam genialnych ludzi na couchsurfer.com. Postanowiłam nigdy nie wracać do Polski.

Dla kogoś, kto nie zdał egzaminu na prawo jazdy sześć razy z rzędu życie w mieście, w którym porusza się tylko rowerem jest niemal idealnym rozwiązaniem.

Dla kogoś, kto cały czas się odchudza, życie w mieście, w którym czipsy i cola kosztują tyle co para butów w H&M też jest idealnym rozwiązaniem. Nieidealna jest pogoda i to jest mały peszek. Właśnie dlatego przetransportowałam się na moment do tej Lizbony.

Nie wierzę, że jeszcze niedawno moim marzeniem była praca w korporacyjnej firmie w Warszawie. Teraz to marzenie zamieniło się we własną kawiarnię w Kopenhadze. Albo lepiej – w koktajl bar. Musiałbym się tylko nauczyć robić mohito i mogłabym patrzeć jak ludzie upijają się w mojej knajpce w piątkową noc. Tak, zdecydowanie to lepsze rozwiązanie, jako że duńscy chłopcy są bardziej wygadani o drugiej nad ranem po kilku Carlsbergach niż w południe przy macchiato. Więc mamy już plan. Teraz trzeba do niego dążyć.

  • Pijackie rozmowy, tęsknię za tym 🙂 Odkąd wyjechałaś to tylko dwa razy piłam wino na ulicy, sezon się definitywnie skończył..

    Eeee no ja znam kilku przystojnych Duńczyków, ale nie polecam ich nikomu 😛

    • Wiola

      czasem nie wierzę, że jestem teraz w zupełnie innym miejscu na ziemi..

  • Genialnie to opisałaś 🙂 W Duńczykach zakochałam się od razu… Co prawda miałam tylko 6 dni na rozkoszowanie się ich obecnością w moim życiu, ale kiedyś będzie więcej! Jak już założysz ten swój koktajl bar – daj znać haha Trzymam kciuki!