10 inspirujących osób (które spotkałam w podróży)

Zwykle podróżuję sama, ale dzięki temu spotykam ludzi, którzy opowiadają mi historie i z którymi robimy fajne rzeczy. Czas na wpis inspirujący, z lekką nutką nostalgii.

1. Aline

Aline była sama w Europie. Sama i bez pieniędzy. Kiedy mi to opowiadała gotując jakiś wegeteriański makaron w swoim mieszkaniu na Lapa w Rio de Janeiro, traktowałam jej historię sceptycznie. Oraz to, że zamierza napisać o tym książkę: o dobroci ludzi, o otwarciu się na drugiego człowieka, na obcego człowieka, o zaufaniu i takie tam rzeczy, które myślisz sobie jak stoisz z tekturowym kartonem gdzieś na wylotówce z Zagrzebia. O tym, że nie masz kasy ani karty kredytowej i czekasz co przyniesie ci los i co przyniosą ci ludzie. Właściwie w te jej historie nie wierzyłam, tak samo jak w to, że zamierza napisać o tym wszystkim książkę. Dziś czytam tą książkę, słówko po słówku, bo mój portugalski jest dobry na tyle, żeby czytać historie o Myszce Miki lub o przygodach zabawnych piesków. Książka Aline to dla mnie wyzwanie. Ale napisała ją, skubana, napisała! Ona zainspirowała mnie pomysłem “płacenia” za nocleg w hostelu w inny sposób niz gotówką. W październiku dostaliśmy z Felipe 3 noce w Wombat hostel w Budapeszcie w zamian nakręcenie filmu promocyjnego. Już po europejskiej przygodzie Aline wybrała się w podróż po Brazylii razem z psem. Też chcę mieć psa. Ona też zainspirowała mnie do tego, żeby więcej dawać z siebie innym. Zdjęcie poniżej pochodzi z faweli Jacarezinho, gdzie zanieśliśmy ubrania i zabawki dla dzieci z okazji dnia dziecka. Wszystko było inicjatywą Aline. A teraz pikantna ploteczka – umawiałam się przez kilka tygodni z chłopcem, który trzyma małą dziewczynkę w loczkach. Hi, hi, wszystko dzięki Aline (na tym zdjęciu w żółtej koszulce) – mój numer jeden na tej liście (link do jej Fun Page na facebooku tutaj).
Jacarezinho

2. Prisca

PicMonkey Collage

P

otrzebujecie kogoś do pracy na recepcji? Tak! potrzebujemy! Nigdy nie zapomnę wyrazu twarzy Priscy, kiedy otworzyłam drzwi hostelu Mellow Yellow na Copacabanie. Ta Francuska stała się moim wspólnikiem. W życiu bym nie pomyślała, ale kiedy miałam doła, kiedy dotarło do mnie, że przeprowadzka na Copacabanę była błędem, to właśnie ona wzięła mnie za rękę i zaproponowała przyjaźń. Potem zgarnęła mnie do Salwadoru i tam tworzyłyśmy genialną parę, naprawdę, to była przyjaźń! Czym mnie zainspirowała? Taką radością i tym, że co by nie było – to świat się przecież nie wali. Zawsze jest rozwiązanie i można sobie kupić bilet do Salwadoru.

3. Peter

Peter był moim pierwszym hostem na Cocuhsurfingu. Ponad dwa lata temu. Kiedy się spotkaliśmy, szliśmy inną drogą. On właśnie wrócił z długiej podróży po świecie (słynny duński pięcioletni gap year), a teraz zdawał na studia. Ja swoje pięcioletni studia kończyłam i wybierałam się w podróż. To znaczy jeszcze wtedy nie wiedziałam, że się wybieram. To chyba ten duński chłopiec był moją inspiracją. Pokazał mi swój album ze zdjęciami typu 100 Wspaniałych Miejsc, które Musisz Zobaczyć. Kiedy go odkładał, powiedział, że ach, i tu by chciał jeszcze pojechać, i tam. Zdziwiłam się na ten jego niedosyt, przecież właśnie wrócił z podróży dookoła świata, ale to wtedy wyobraziłam siebie samą z plecakiem w Brazylii. Teraz wszystko rozumiem.

Couchsurfing

4/5. Hernan i Agostina

Wizyta u tej pary z Buenos Aires była idealnym, gotowym do opisania w poradnikach internetowych przykładem tego, jak powinien wyglądać Couchsurfing (o tym jak nie powinien piszę tu). Jedliśmy kolację w restauracji, do której oni zwykle chodzą, Hernan zabrał mnie na wycieczkę rowerową, poszliśmy na grilla do ich znajomych, a następnego dnia ja gotowałam żurek. Uwielbiałam tą parę.
Couchsurfing

6.Sulamita

Buenos Aires

K

olejna historia z Buenos Aires i kolejna wspólniczka Sulamita, która była moim towarzystwem na argentyńskich milongach i rockowych dyskotekach. Czemu inspiracja? Bo była tak ciekawa świata i podróży, że coś czuję, że rzuci tą swoją pracę researchera, którą ma w Recife i spotkamy się gdzieś w Europie.

7. Yiorgos

O tym panu będzie jeszcze na moim blogu, bo piszę wpis podsumowujący mój EVS w Grecji. Ale wrzucam go tutaj, bo jego historia jest niesamowita: był żeglarzem (dobra, to nie nowina, że Grek jest żeglarzem), przepłynął cały świat, od portów Nowego Jorku do Tokio, zakochał się w polskiej dziewczynie w Gdyni, zgubił jej adres, a na sam koniec i tak wrócił do swojej rodzinnej miejscowości i tu się ożenił i tutaj sobie mieszka. Inspiruje mnie, bo może ze mną będzie tak samo?

Grek

8. Caitlyn

Cat z kolei była moim pierwszym gościem, którego miałam na Couchsurfingu. Wniosła do mojego życia amerykański pozytywizm, gdzie nie ma zmartwień (tak wiem, jestem z Polski, a tutaj troski się szanuje. Ale co tak naprawdę nam to daje?), a przynajmniej się nimi nie przejmuje, gdzie łapie się szanse, jeśli takie się przytrafiają, a niepowodzenia zamienia się w życiowe lekcje. Prawdziwe amor fati. Do tego wszystkiego trzeba dbać o wszelkie relacje z ludźmi, których przyjdzie nam spotkać na drodze i amerykańskim kordialnym „how are you” przypominać o swoim istnieniu. Tak to właśnie jest.

Couchsurfing

9. Saban

Zasadę Caitlyn, chociaż jej nie zna, realizuje Saban. Poznaliśmy się w Gaziantep w Turcji i tak średnio co dwa miesiące Saban woła mnie po coś na Facebooku albo Skypie. To bardzo miło z jego strony. Czasem kogoś poznajesz, pogadasz, potem ruszasz dalej i zapominasz. A to nie tak trzeba. Poza tym spotkanie z tym chłopcem z Mardin poszerzyło moją wiedzę na temat Kurdów, o których moje wyobrażenie było takie, że w Turcji są zamachowcami-separatystami. Inspiracja ode mnie i Sabana: podróżuj i ucz się.

Gaziantep

10. Viktoria

Viktorię poznałam na południu Brazylii i razem pojechałyśmy zobaczyć wodospady Foz do Iguacu. Lepszego kompana do tej turystycznej aktywności nie mogłabym sobie wyobrazić. Sceptyczna, trochę z dystansem, a do tego niezwykle sympatyczna. Ambitna i odważna – pracowała w São Paulo w dużej korporacji, a potem przejechała samotnie Amerykę Południową. Taka chciałabym być. Spotkałyśmy się jeszcze potem w Kopenhadze, gdzie odwiedziła mnie po drodze do Aalborga, gdzie teraz studiuje. Bo człowiek z człowiekiem zawsze. Takich historii wam życzę.

Foz do Iguacu

Na zdjęciu tytułowym: chłopaki z bazaru w Salvadorze. Poprosili mnie o zdjęcie. Pewnie nie macie pojęcia, że jesteście na czyimś Internecie gdzieś w Europie:)