Dlaczego osoby, które często podróżują są najlepszymi kandydatami do pracy?

podróże i praca

Trafiłam na kilka artykułów o podobnym tytule  w Internecie i nie mogłam się oprzeć, żeby nie kliknąć i przeczytać, zwłaszcza że sama ostatnio szukam pracy (edit: już znalazłam). Jednak zawsze czegoś mi brakowało w tych tekstach, dlatego postanowiłam napisać swoją własną argumentację.

Dlaczego osoby, które często podróżują są najlepszymi 
kandydatami do pracy?

1. Dla nas najważniejszy jest rozwój osobisty

My, podróżnicy wiemy czego chcemy, potrafimy ustalać cele i do nich dążymy. Wyjazd do Hiszpanii wcale nie oznacza spacerów po plaży, ale próby rozmawiania w języku hiszpańskim, którego kurs zaczęliśmy w zeszłym roku. Chiny to nie egzotyczna destynacja, ale program wolontariatu i misja uczenia angielskiego  malutkich Chińczyków. Wizyta w Sankt Petersburgu to próba znalezienia klimatu niczym w ulubionej Annie Kareninie. Podróże są super, ale najważniejsze jest to, co możemy z nich wynieść.

Tradycyjna edukacja straciła na znaczeniu w momencie, w którym Ernst&Young ogłosił, że nie będzie brał pod uwagę dyplomu ukończenia uniwersytetu podczas rekrutacji. Ja sama posiadam w szufladzie dyplom magistra politologii, ale o wojnie w byłej Jugosławii i Josipie Broz Tito nauczyłam się od moich koleżanek z Chorwacji podczas EVS w Portugalii. O Atatürku i jego przywództwie politycznym dyskutowałam podczas podróży do Stambułu. Pierwszych portugalskich słówek nauczyłam się w Brazylii, a potem zrobiłam wszystko, żeby wyjechać do Portugalii i kontynuować naukę tego języka. Rozprawiałam o Gombrowiczu z Facundo, siedząc w jego kuchni w Buenos Aires. Nigdy nie zapomnę, gdzie leży Timor Wschodni, bo moja znajoma z Portugalii pracowała tam jako pielęgniarka.

Dan Schawbel, w swojej książce „Personal Branding 2.0”, mojej ulubionej ostatnio, pisze:

„Zawsze, kiedy kogoś spotykasz, masz szansę, żeby uczyć się od tej osoby lub być źródłem wiedzy dla kogoś”.

Jak szeroką wiedzę będzie miała osoba, która podróżuje i spotyka wiele, wiele ludzi z różnych krajów i kultur!

2. Nie boimy się zmian

Dziś jestem na Słowenii, jutro w Budapeszcie, za miesiąc w Stambule. Ok, super. Jesteśmy uzależnieni od zmian, uwielbiamy je!

Spędziłam cudne sześć tygodni pracując w hostelu Nega Maluca w Salvadorze. I mimo, że było mi tam dobrze, to w pewnym momencie pomyślałam, że czas wyjechać i zobaczyć jak ludzie „nikną powoli na równinie, aż w końcu widać tylko rozmywające się punkciki. Ale człowiek już wypatruje kolejnej szalonej przygody pod tym samym niebem.” To mój ulubiony cytat z Kerouaca i chyba nie dałoby się lepiej wyrazić tego uczucia, które tak dobrze znają podróżnicy.

Bo to jest tak: są ludzie, którzy przez lata nie mogą podjąć decyzji o zerwaniu nieudanego związku, zmienieniu pracy, mieszkania. I owszem, dla firm lepiej by było, gdyby pracownicy nie chcieli zbyt często zmieniać pracy, ale przecież to nas rozwija, stawia przed nowymi wyzwaniami. Jeśli nie chcemy zostawiać pracy, to przynajmniej dążymy do awansu. A zmiany wewnątrz firmy? Osoby często podróżujące przywitają je z entuzjazmem. Coś jeszcze? Zawsze szukamy nowych, niestandardowych rozwiązań i nie boimy się eksperymentować z nowymi technologiami. Changes, changes, changeees!

3. Świetnie zarządzamy swoim czasem

Przecież nie spóźnimy się na samolot! Jeśli mamy ograniczoną liczbę dni na urlop, a kochamy podróżować, każdy dzień zaplanujemy tak, żeby zwiedzić jak najwięcej. Jesteśmy mistrzami researchu i planowania dnia: rano kawa tu i tu, potem muzeum, potem ten słynny park, potem zakupy na tej hipsterskiej ulicy, potem sprawdzimy ten bar, który polecił tamten inny bloger. I kolacja, a na nią lokalne potrawy. Zakreślone na żółto odpowiednie fragmenty Lonely Planet, artykuły z Matador Network zebrane do Evernote, maile z radami od innych blogerów podróżniczych wydrukowane. Radzimy sobie lepiej niż sekretarka dyrektora  Ernst&Young.

Kiedy podróżowałam przez Brazylię, w kilka dni przejechałam tysiące kilometrów, załatwiałam autokary, kupowałam bilety, bookowałam hostele, kontaktowałam się z hostami na couchsurfingu, planowałam dni. Słowo podróż nie ma nic wspólnego z urlopem. Wierzcie mi.

4. Nie panikujemy w sytuacjach kryzysowych

Bo może się zdarzyć, że coś pójdzie nie tak: korek na mieście, odwołany lot, zgubiony paszport, hostel, w którym już nie ma miejsc, brak słonecznej pogody, kieszonkowcy, trzy godziny nieudanych prób złapania autostopu.

1 października 2013 roku spędzałam noc na warszawskim Okęciu i zastanawiałam się, dlaczego mój host z couchsurfingu nie odpisuje. Stresowałam się strasznie, czekał mnie 15 godzinny lot na drugi kontynent. A teraz jeszcze nie wiedziałam, gdzie będę spała. Zapakowałam się w śpiwór i odpaliłam komputer. Zanim skończył mi się lotniskowy pakiet darmowego Internetu, załatwiłam sobie nocleg.

Dwa lata później stałam na autostradzie gdzieś pomiędzy Coimbrą i Lizboną. Do dziś mam bliznę po tym, jak uderzyłam się o barierkę. Nie udało mi się dojechać do Lizbony. Czy spanikowałam? Nie. Poprosiłam kogoś na stacji benzynowej o podwiezienie na dworzec autobusowy.

Ale kiedy na przejściu granicznym Argentyna-Brazylia strażnik graniczny powiedział, że mam nieważną wizę i chyba nie wjadę do kraju, rozpłakałam się. Czasem musisz znaleźć najlepsze rozwiązanie dla zaistniałego problemu. Udało mi się wrócić do kraju samby, caipirinhy i acai.

5. Poszukujemy innowacji

To, co nowe jest lepsze. Szybko uczymy się nowych aplikacji, nowych technologii. Co kraj to inne rozwiązania jeśli chodzi o sposób, w jaki zorganizowany jest transport, jakie są zwyczaje żywieniowe, co robi się w wolnym czasie. Mając rozeznanie w milionach case study, którymi są Brazylia, Portugalia, Grecja czy, jeśli ktoś był, Australia, nowe pomysły przychodzą nam szybko. Podróżnik to jest taka osoba, która chce się ciągle zachwycać… Bo coś musi zastąpić to uczucie, które towarzyszy zachodom słońca w Rio de Janeiro, patrzeniu na ocean, który obmywa twoje kostki, czy słuchaniu muzezina, który śpiewa o trzeciej nad ranem…

Prywatnie uwielbiam Danię. Wprowadziłabym wiele rozwiązań z tego kraju do naszego systemu: od białych mebli, poprzez rowery, do razowego chleba. Zamiast narzekania w tramwajach zarządziłabym „hygge time” i kazała każdemu odpalić świeczki po powrocie do domu z jego Mordoru . Chciałabym móc zalogować się do banku, urzędu pracy i urzędu podatkowego za pomocą jednego numeru. Chciałabym mieć fajne dodatki socjalne. Ogólnie chciałabym więcej prostego życia w Polsce.

podróże i praca
foto: Oopssidedown

6. Jesteśmy kreatywni

Nie wiem jak was, ale mnie inspirują długie podróże autobusem. Siedzenie w kawiarni i gapienie się na przechodniów. Oglądanie obcojęzycznych czasopism w kiosku. Oglądanie obcojęzycznych reklam w TV. Rozmawianie po angielsku. Próbowanie nowych potraw. Zwiedzanie sklepów i celowo nie piszę, że muzeów, bo to oczywiste. Słuchanie piosenek, a szczególnie tych po portugalsku. Nic nie wprawia mnie w tak poetycki nastrój jak dźwięk słów saudade i amor. Patrzenie na szyldy i witryny, bo wszystkie są bardziej kreatywne niż nasz polski krzykliwy outdoor. Jeżdżenie komunikacją miejską. Długie dyskusje o różnicach kulturowych. Gubienie się i odnajdowanie w małych, klimatycznych uliczkach (zwłaszcza to odnajdowanie pobudza moją kreatywność).

Po takich doznaniach, przesiadki na przystanku Ratusz Arsenał o 7.30 wydają mi się być magiczne.

7. Mamy świetne zdolności komunikacyjne

Wróćmy do naszej książki Dana Schawbela. Sparafrazował on znane przysłowie rekinów biznesu: „nie ważne, co wiesz, ważne, kogo znasz” w „nie ważne, kogo znasz, ważne, kto zna ciebie”. Trafne? A jakże!

Nawet za próbą postawienia swojej stopy na skraju drogi wraz z tekturową tabliczką w dłoni z napisem: Amsterdam, Berlin, Barcelona, Kielce kryją się zdolności komunikacyjne właściwie kryteriom, jakie stawiane są account managerom. A Bla bla car? Proszę was… przecież trzeba sprawić, żeby osoba, która nas wiezie tak bardzo nas polubiła,  aby zechciała podwieźć bliżej domu niż umówione rondo Wiatraczna. A taki Couchsirfing: bez żadnej nieśmiałości wchodzisz do cudzego domu, żeby spędzić tam noc.

W Buenos Aires poznałam Hernana, który nie tylko zaprowadził mnie do najlepszych knajp cyganerii artystycznej Buenos, ale po dwóch latach od naszego spotkania, pomógł zrobić ulotkę dla organizacji, w której pracowałam podczas EVS.

Zauważam, że im więcej ludzi poznaję, tym mniej mnie zaczyna dziwić. Ba! potrafię pracować w zespole składającym się z Nepalczyków, Estończyków i Bułgarów. Pamiętam, kiedy mieszkałam w Brukseli moim hobby było chodzenie na wydarzenia towarzyskie. Zwykle uczestniczą w nich osoby, które przyjechały na kontrakt w jednej z instytucji unijnych. Co łączy wszystkie te osoby? Nikogo nie znają. I chętnie poznają. O zdolnościach komunikacyjnych podróżników mogłabym pisać dużo, ale musimy przejść do następnego argumentu, jakim jest…

8. Nie obawiamy się wyjścia ze strefy komfortu

Osławiona i oklepana już na wszystkich blogach o rozwoju osobistym: strefa komfortu. Tak reklamuje się wszystkie wolontariaty. Nie bez przyczyny, spróbowanie pracy z Nepalczykami rzeczywiście jest jak wyprowadzenie się od mamy. A spanie w 10-osobowym dormitorium w hostelu w Brazylii, w porównaniu do spania w hotelu, jest jak … (tu wstawię trzy kropki, niech mi je wypełnią osoby, które kiedykolwiek spały w hotelu).

Znowu zaśmieję się, że wyjściem ze strefy komfortu może być pożegnanie znanego zbyt długo i nielubianego szefa. Ale raczej mówiłabym o poszukiwaniu niekonwencjonalnych rozwiązań, podejmowaniu wysiłku, zamiast bujania się przy automacie z wodą i liczeniem dni do urlopu.

Rok temu, kiedy decydowałam się na wyjazd do Portugalii, nie wiedziałam, czy opłaci mi się ten kolejny wyjazd. Mówię kolejny, bo… no bo był to kolejny wyjazd zamiast podjęcia komfortowej pracy na etacie. I co? Dziś znam portugalski, potrafię organizować eventy, fotografować, obsługiwać social media i robić strony internetowe. Win!

Ten tekst miał być laurką o samej sobie dla moich potencjalnych pracodawców. Jednak praca znalazła się szybciej, niż napisał artykuł. A teraz wzywam wszystkich blogerów podróżniczych do dopisania w komentarzach swoich spostrzeżeń. Ile jest prawdy w tym, co napisałam, jak myślicie?

Autorem wszystkich zdjęć jest: Oopssidedown