Looking for one LIFE stand: jak poderwać chłopaka Duńczyka?

Właściwie to nie powinnam pisać tego tekstu, bo: po pierwsze Maria kazała mi przestać już jęczeć o tych Duńczykach, bo to się powoli robi nudne, a po drugie, to przecież żadnego chłopaka Duńczyka nie udało mi się mieć, więc co ja się tam znam. Ale, ale… coś ja o nich wiem i teraz wam opowiem.

Chłopakom z Danii nie wiadomo o co chodzi w życiu, oni sami tego nie wiedzą, nie wiedzą czego chcą, a że żyją w bardzo silnie feministycznej kulturze, to się tym nie przejmują, bo całą sprawę załatwiają za nich dziewczyny. Ale wszystkie moje żale na ten temat już wylałam tu. Teraz chcę napisać coś praktycznego, coś co może się komuś przyda i jak mi się nie udało, to może komuś się uda – mieć męża Duńczyka i żyć z nim szczęśliwie.

A więc tak: pamiętaj, nie jesteś księżniczką i pierwsza piszesz smsy. Pytasz czy nie pójdzie na piwo, jak się czuje i co robi. Nie licz, że napisze pierwszy.

Zanim jednak będziesz pisać smsy musisz mieć jego numer. Po tym, jak upijacie się razem na imprezie i całujecie w windzie pytasz, czy możesz mieć jego numer.

Ja raz nie zapytałam i potem żałowałam, bo bardzo przystojny chłopak był, a ślad po mim zaginął. Potem już nie byłam taka głupia i po kilku zdaniach zamienionych o piątej nad ranem pod klubem walnęłam wprost to zdanie. To nie było takie trudne, można się przełamać: „czy  mogę mieć twój numer telefonu?”. Tu miałam dziwne szczęście, bo nie zdążyłam wrócić do domu, a już do mnie pisał i pytał kiedy się spotkamy. Byłam z siebie bardzo dumna. Przestałam być, kiedy na pół godziny przed spotkaniem odwołał randkę pisząc, że tak właściwie to on teraz nie szuka dziewczyny. Widzicie – nie wiedzą czego chcą. Poza tym pytaniem o numer telefonu, jest jeszcze jedno bardzo istotne i trzeba pamiętać, żeby je zadać, bo dla Duńczyków nie wszystko jest takie oczywiste. Więc pytam też: „czy masz dziewczynę?”. Generalnie są uczciwi i odpowiadają szczerze, więc potem decyzja należy już tylko do ciebie co z tym zrobisz. Ja dwa razy się tak wrobiłam, bo nie zapytałam. Osobiście zadaję jeszcze trzecie pytanie:

„czy wiesz co to jest postmodernizm?”.

Lubię zadawać się z inteligentnymi ludźmi. Po prostu.

Praca nad Duńczykiem to ciężka sprawa, gimnastykowanie i nadskakiwanie mu, nie każda wytrzymuje, a każdą może trafić szlag. Najlepiej zacząć pracować, kiedy są bardzo, powtarzam BARDZO pijani. Bo tak, to nie wiesz, co płynie z ich serca, a co jest tylko wyuczoną uprzejmością. Ale tak samo jak nie wiesz, co płynie z serca takiego lowelasa z Maroka, który przysięgnie ci wszystko i wszystkie gwiazdki z nieba. W takiej sytuacji ja nawet wolę trochę zimnych, nienarzucających się Skandynawów.

Podobno jeżeli chcesz czegoś na poważnie, to w Danii musisz szukać przez internet. Brzmi kuriozalnie, ale tak jest. Tak tu się umawia na poważne randki, a nie na one night standy. Bierze śluby, znajduje miłość swojego życia, a jak nie to chociaż osobę, z którą można będzie żyć w symbiozie, mieć dzieci i takie tam. Ja nawet już zaczęłam zakładać konta na portalach randkowych, żeby wypróbować ten sposób, bo marzyła mi się taka zwyczajna randka w kinie, ale coś miałam słomiany zapał i nic z tego nie wyszło. Poza tym większość portali jest płatnych, więc porzuciłam tego typu pomysły.

Mam dobry humor, więc napiszę też jak poderwać Dunkę: wypatrz taką, która wypiła już osiem drinków, uśmiechnij się do niej, jak jej się spodobasz nie musisz nic robić. Enjoy!

PS. Na zdjęciu moje ulubione graffiti, jedno dobitne zdanie umieszczone na drzwiach najbardziej obskurnego baru w Kopenhadze. Mam je na tapecie mojego telefonu, żebym zawsze pamiętała o co chodzi w życiu.