#MyFirst7Jobs

#MyFirst7Jobs

Trendy, trendziki, trzeba za nimi podążać. Internetowy hashtag #MyFirst7Jobs zdobył niesamowitą popularność, to i ja zaczęłam przeglądać swój LinkedIn. Co ciekawe, w zawodowym życiu wcale postępowałam według standardów. W moim przypadku to było zawsze wszystko albo nic: albo szło mi bardzo dobrze albo ledwo wiązałam koniec z końcem. Moja kariera była też bardzo międzynarodowa i dzięki pracy udało mi się odwiedzić wiele miejsc.

  1. Hostessa na stoisku z degustacjami w supermarkecie

Chyba każda dziewczyna przez to przechodzi: jak nie barmanka to hostessa. Nie znam nikogo, kto w trakcie studiów nie dorabiałby sobie w ten sposób. Pamiętam, że rozdawanie ludziom próbek ketchupu wiązało się z długim staniem – 8 godzin na baczność. I ciągłym tłumaczeniem ludziom, że nie, wcale nie wiem gdzie jest mąka, a gdzie soczki Kubuś, że nie jestem pracownikiem tego sklepu, ale osobą zatrudnioną z zewnątrz. I skoro nie lubisz dużo chodzić i szukać produktów, dlaczego robisz zakupy w hipermarkecie?

2. Operator call center

Na czwartym roku studiów ani razu nie wyszłam na imprezę do żadnego klubu. Powód: przez 10 godzin w sobotę oraz 10 godzin w niedzielę udzielałam kredytów na pościel z merynosa oraz garnki ze stali nierdzewnej. Zajmowałam się telefoniczną obsługą klienta.

3. Stażystka w agencji PR w Londynie

Z pracy w call centr zrezygnowałam, bo dostałam staż w agencji PR i na miesiąc wyjechałam do Londynu.

4. Stażystka w biurze Europosła w Brukseli

To był okres w moim życiu, kiedy robiłam wszelkie możliwe staże. Wiele z nich było darmowych: pracowałam jako dziennikarka dla lokalnego portalu, pomagałam w kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego  (studiowałam politologię na specjalności: doradztwo polityczne i medialne, więc w sam raz). Ale bardziej opłacało mi się robić staże za granicą, bo lepiej płacili: 1000 funtów, 1000 euro, a nie 1000 złotych.

5. Sprzątaczka i pomoc na recepcji w hotelu

A tu był ten czas, kiedy zostałam totalnie zdegradowana. Tymczasowa praca, którą znalazłam, żeby dołożyć do stypendium na Erasmusie w Danii stała się moim głównym źródłem dochodu niemal przez 2 lata. Nie lubię zajęć, które wymagają powtarzania tej samej czynności. Za to lubię to uczucie, kiedy zadanie zostało wykonane, a praca posuwa się do przodu. I chociaż wtedy posuwałam się do przodu głównie ze swoim odkurzaczem, to jednak miałam z tego jakąś satysfakcję. I kasę. Pieniądze wynagradzały mi wtedy wszystko – ból pleców, ból nóg i skórę suchą od detergentów. Potem odbiłam sobie wszystko i przez 6 miesięcy nie robiłam nic oprócz chodzenia po plaży na wschodnim wybrzeżu Brazylii.

6. Pracownik NGO

Moment, w którym chciałam zmieniać świat i pomagać ludziom. Chciałam, żeby moja praca miała znaczenie.

Wolontariat Europejski w Portugalii był moją najlepszą życiową decyzją – zawsze będę to powtarzać.

Pieniądze nie były duże, żyłam sobie w prosty sposób. Wszyscy mówią teraz o minimaliźmie – dla mnie nie jest to żadna nowość. Przez lata robiłam wszystko tak, żeby w każdym momencie móc się spakować w 20-kilogramową walizkę. Fakt, w Portugalii zawsze stać mnie było na kawę i na wino. Słońca też nie brakowało. Ale kiedy byłam umówiona na randkę, najpierw musiałam pójść do Sephory, żeby ukradkiem prysnąć się perfumami i zrobić make-up. Tak, tak.

7. Asystentka w agencji PR

Kiedy wróciłam do Warszawy, wróciłam też do rzeczy, których dawno nie robiłam: noszenia wyprasowanych sukienek, nakładania co rano podkładu (już wyłącznie swojego). Do domu zaczęłam zwozić przedmioty z Ikei. Pracowałam w tej samej agencji, w której byłam kiedyś w Londynie i w moim CV znajduje się teraz nazwa globalnej firmy. Niby wszystko super, a jednak… zrezygnowałam.

W zeszłym tygodniu zaczęłam pracę jako content manager w jednym ze start-upów na Google Warsaw Campus. Kiedy prowadziłam zajęcia na temat lean start-up dla studentów w Rio de Janeiro w ramach praktyk z AIESEC, pomyślałam sobie, że to musi być fascynujący świat, te nowe technologie. I kiedy odwiedziłam Mario w Casa do Start-up w Lizbonie w ramach przygód z Lifetramp – to tylko utwierdziło moje przekonanie. Całe życie myślałam, że będę pracować w agencji PR. A tu taki zwrot. Ale też całe życie myślałam, że gdy skończę studia dostanę fajną pracę. A pierwsze poszukiwania zaraz po obronie pracy magisterskiej były bardzo dużym zawodem. W sumie dobrze, bo dzięki temu pojechałam do Brazylii. Dzięki temu nauczyłam się portugalskiego, zamieszkałam w Portugalii.

Na swój sposób wszystkie elementy do siebie pasują.

Wpisujcie linki do swoich pierwszych 7 prac! Ja czekam na hashtag i wyzwanie pod tytułem: 7 pierwszych miast, w których zamieszkałam.