Nørrebro: brzydko i nie przychodź tu w nocy!

Ten wpis będzie jednym z kilku, w których pokażę różne dzielnice Kopenhagi. W życiu nie przyszłoby mi do głowy, żeby biegać z aparatem po Czubach czy Sławinku, no, ale taki jest przywilej turysty, że może sobie fotografować wszystko i nikt nie ma prawa powiedzieć, że to jest dziwne.

To, co Nørrebro ma do zaoferowania to stragany ze śliwkami i grejpfrutami, kebaby, zaśmiecone ulice, trochę graffiti i lekki niepokój, kiedy wracam w nocy do domu.  Turystyczne przewodniki napiszą, że to dynamiczna, multikulturowa dzielnica, ale prawda jest taka, że jeśli w historii miasta miały miejsce jakieś uliczne zamieszki z koktajlami Mołotowa, to właśnie tutaj.

Codziennie przejeżdżam przez Nørrebrogade i zawsze wtedy myślę sobie, że już Bytom jest ładniejszym miastem niż Kopenhaga. Ale jak próbowałam pojechać inną drogą do domu, to się zawsze gubiłam.

Poza tym śliwki w tureckich sklepach są naprawdę tanie i lubię się zatrzymywać tu na zakupy.

Panowie Turcy patrzą na mnie i od razu mówią ceny po angielsku, więc jest fajnie. Swoją drogą to ciekawe jak wyglądają zakupy w Danii: większość produktów jest wypchana poza sklep na ulicę i po prostu wybiera się potrzebna rzeczy, a potem wchodzi do środka, żeby zapłacić. Może czasem kogoś korcić, żeby zrobić w tył zwrot, ale widać honor jest cenniejszy niż kilogram darmowych śliwek.