Odrapane i brudne, nieokrzesane i wspaniałe! (moje Rio de Janeiro)

I stało się, przeprowadziłam się do Rio de Janeiro.

Skąd mi to przyszło do głowy? Bo ja wiem, chyba przez to, że w zeszłym roku moja koleżanka z pracy w hotelu Fox, Madalena, która nie bardzo mówiła po angielsku uparcie mnie tam wysyłała. Zrezygnowałam z pracy mówiąc, że wyjeżdżam na staż do Brukseli, a ta za każdym razem, kiedy jadłyśmy lunch pytała: “No, to kiedy jedziesz do tej Brazil?”, “Nie Brazil, Brussels”, odpowiadałam. A potem znalazłam się w Lizbonie i pierwszej nocy, na plaży w Carcavelos patrzyliśmy na ocean, a Ivo, mój host zapytał: “A może masz ochotę być w Brazylii? Jest po drugiej stronie. You can keep going”. So I kept going, tylko, że zajęło mi to okrężną drogą jakiś rok.

Ale oto jestem. Jest ciepło, choć pochmurnie, siedzę na 10 piętrze apartamentu blisko Copacabany, za oknem patrzy na mnie Chrystus. Tańczyłam już forró w Lapa, jadłam ryż z fasolą w faweli i przeszłam całą Copacabanę, Ipanemę i Leblon. Jestem jedyną reprezentacją Polski na World Cup 2014. Jestem tu i nigdzie się nie ruszam.

Rio de Janeiro