Praca w hotelach w Kopenhadze

Ponieważ w e-mailach najczęściej pytacie mnie o możliwości pracy w Kopenhadze, a nie o to, na przykład, ile kosztuje marihuana na Christianii, to postanowiłam napisać ten tekst. Napisać go teraz, kiedy już zakończyłam karierę pokojówki, siedzę sobie wygodnie w Polsce i przygotowuję się do wyjazdu do Brazylii.

Bo sprawa wygląda tak: praca pokojówki w Kopenhadze to największy shit jaki ci się może przytrafić. Oczywiście, to było moje błogosławieństwo, kiedy umierałam z głodu na Erasmusie, ostatecznie hotel Fox był bardzo sympatycznym hotelem i fajnie mi się tam sprzątało. Nie miałam więc żadnych obiekcji, żeby spróbować pracować w innych hotelach. I to był błąd.

W lutym 2012 roku trafiłam do hotelu Axel Guldsmeden, który ma swój osobny wątek na którymś z polonijnych forów. Podlinkowałam, jeżeli ktoś ma ochotę wziąć udział w dyskusji. Szefowa housekeepingu kazała mi czyścić listwy schodów szczoteczką do zębów, strugać ołówki (hotel szczycił się mianem sustainable), wracać do każdego pokoju, w którym baldachimy były nierówno ustawione i do dziś nie wiem za ile godzin miałam zapłacone. Prosto z tego hotelu trafiłam w coś podobnego, a mianowicie hotel Copenhagen Island. Środowisko było może bardziej międzynarodowe (Bułgarzy, Rumuni, Węgrzy, Litwini), ale znowu w pracy byłam 8 godzin, a płacono mi za 4. W Copenhagen Island wszystko jest szklane i trudno, naprawdę trudno to wszystko ogarnąć w 20 minut, a tylko tyle ma pokojówka na posprzątanie pokoju. W Foxie jakoś dawałam sobie z tym radę, nawet z wyniesieniem mnóstwa pozostawionych puszek po piwie (to był taki bardzo hippie hotel). Pamiętam te poranki, kiedy przyjeżdżałam do Copenhagen Island i patrzyłam na tych wszystkich panów w garniturach czekających już na taksówki przed wejściem. Myślałam sobie: „Zaraz się dowiem kto z was nie brał dzisiaj prysznica. Poznam po czystej szybie w łazience.

Po Copenhagen Island dostałam pracę w Palace Hotel. Uwielbiałam moją pracę tam. Przynieś kapcie do 216, posprzątaj 409, daj dodatkowe ręczniki do 115, a 320 chce łóżeczko dla dziecka. To były moje zadania. Dostałam pozycję evenig maid, względnie weekend maid i popołudniami, kiedy wszyscy skończyli zmianę, ja rządziłam hotelem, sama biegałam po jego korytarzach, sama organizowałam sobie pracę. Sprzątałam też pokoje na porannej zmianie razem z dziewczynami i też było spoko, też nikt nie sprawdzał nas i nie liczył czasu. Moja praca była wartościowa, jej wartość wynosiła kilkadziesiąt koron za godzinę mierzoną od momentu, kiedy wchodzę do hotelu do momentu, w którym wychodzę.

Za sprzedane puszki po piwie codziennie wypijałam café machiato w Living Room, raz włożyłam rękę do zarzyganej umywalki, raz zupełnie nagi pan otworzył mi drzwi, kilka razy wciągnęłam prezerwatywy odkurzaczem. Nigdy nie byłam głodna. Copenhagen Island jaki jest taki jest, ale miał najlepszy lunch, najlepsze obiady zaś miał Palace, tam popołudniami gotował dla mnie Alex, szef kuchni, który był dla mnie supersymaptyczny. Największe napiwki były w hotelu Fox, najmniejsze w Palace, w Island nie pamiętam żadnych, chociaż za każdym razem zostawiałam na stoliku nocnym karteczkę z moim imieniem. Nikomu nie podobało się Wiola?

Dobra, wyżyłam się, niech będzie, że na stanowisku pokojówki w Kopenhadze jestem teraz spalona, ale tam, gdzie jadę będzie mi to obojętne. Także nie pytajcie mnie o żadne kontakty, ani nic. Przeczytajcie i sami pomyślcie czy chcecie wziąć tą robotę. Aaaaa, joint ta Christanii kosztuje 50 DKK 🙂