Vulnerability: moc, która jest z tobą w podróży

Metro Świętokrzyska

Użyłam słowa vulnerability po angielsku, bo trudno jednym słowem przetłumaczyć je na polski. Wrażliwość. Celowe wystawienie się na zranienie. Zaprezentowanie swoich słabych stron. Wygłupienie się. Brzmi znajomo? Oczywiście, że nie. Nie, jeśli spędzasz całe życie na tym samym osiedlu, w tym samym mieście i wśród tych samych ludzi.

Dziwne, bo żyjemy w przeświadczeniu, że ludzie zwracają uwagę na nasze zachowanie. Że wszystko, co zrobimy, poddawane jest nieustannej ocenie. Dlatego zawsze uważamy na każdy krok, poruszając się tylko po wyznaczonej trasie. Jeśli rozpłaczesz się przed ekspedientką w kawiarni, do której zawsze przychodzisz, a rozpłaczesz się, bo właśnie co się przypomniało, że wczoraj zerwał z tobą chłopak, to nie bardzo, bo robisz tu zakupy codziennie i już codziennie w jej oczach będziesz wyglądała jak idiotka. I w oczach szefa, któremu powiedziałaś głupi żart. I w oczach kuriera, który przyszedł właśnie wtedy, kiedy przymierzałaś nowy stanik.

Ale kiedy już gdzieś wyjedziesz i porzucisz to cholerne uczucie, że wszyscy przejmują się co robisz, odkryjesz, że… nikogo nie obchodzi co robisz. To dobrze, bo równocześnie odkrywasz, że nic nie poradzisz, ale zawstydzasz się i wygłupiasz na każdym kroku.

Na przykład kiedy wchodzisz nago do tureckiej łaźni, a wszyscy pozostali są w bikini. Kiedy po portugalsku mówisz, że jesteś singielką, zamiast powiedzieć, ze podróżujesz samotnie (solteiro, sozinho). Kiedy ze stacji benzynowej zgarniają cię dwie starsze panie i podwożą na dworzec autobusowy, bo nie mogłaś złapać autostopa do Lizbony. Kiedy kompletnie mylą ci się toalety, która damska, która męska. Kiedy nie wiesz co chcesz zjeść i postanawiasz zamówić wszystko (scena z portugalskiej cukierni). Kiedy stwierdzasz, że wszyscy dziś opalają się toples, więc czemu nie, to jedyny dzień z 25 stopniami Celsjusza w skandynawskiej stolicy i jedyna taka szansa na szaleństwo. Kiedy w warszawskiej kawiarni zapytasz: „przeprszam, czy mogę zrobić wam zdjęcie, wyglądacie tak uroczo” (do pary dwóch Hindusów). Kiedy nie wiesz jak zagadać do kosmetyczki, która właśnie robi ci brazylijską depilację (nie wiesz, bo przecież jesteście w Brazylii i jeszcze nic nie umiesz powiedzieć w tym języku!). Wywrócić się na rowerze, bo wracając z Christanii Wiadomo-Po-Czym sięgałaś do koszyka po muffinkę. Takie rzeczy tylko poza strefą komfortu.

Vulnerability is not winning or losing: It’s having the courage to show up and be seen when we have no control over the outcome. Vulnerability is not weakness: It’s our greatest measure of courage.

Pozwól sobie na to uczucie, kiedy musisz podejść do stolika, przy którym siedzą osoby, których nie znasz. Albo zagadać do grupki osób, która siedzi w living roomie w hostelu, do którego właśnie przyjechałaś. Co najgorszego może się stać? Co najgorszego w związku z tym, że wybierzesz najprzystojniejszego chłopaka i postanowisz z nim pogadać? On i tak ciebie nie będzie pamiętał i ty jego też nie. Pozwól sobie na pokazanie chwili słabości, bo dzięki temu możesz ruszyć dalej.

Vulnerability jest pozytywną cechą, ale żeby nauczyć się ją pozytywnie doświadczać, trzeba pozwolić sobie na przejażdżkę. Na przykład gap year z plecakiem gdzieś w Ameryce Południowej. Bycie obcym i trochę zależnym. Bycie sobą. Pozwolenie sobie na przypał, bo tylko my, nikt inny, możemy wyciągnąć z niego wnioski, ocenić zyski i straty oraz ruszyć do przodu.

Metro Świętokrzyska

Zainspirowane Markiem Mansonem.
A kto robił zdjęcia? Oczywiście Oopssidedown. Zaznaczam, że musieliśmy pięć razy wjechać i zjechać po schodach na stacji metra Świętokrzyska, żeby uchwycić efekt tych świateł i czerwonych szminek na naszych ustach.