Wyjazd na bezludną wyspę jako lek na podróżniczy przesyt?

Czytać książkę w parku w Buenos Aires nie przejmując się tym, że po południu wypadałoby jechać do Montevideo, pójść do kina w centrum handlowym w portugalskim Faro nie spiesząc się na łódkę  na Ilha Deserta, siedzieć w kawiarni w Barcelonie, obserwując jak kolejka do Sagrada Familia przesuwa się powoli.

W czasach rynaiarów i wizzarów zachłysnęliśmy się możliwością podróżowania wszędzie. Zaczęliśmy przechwalać się swoimi możliwościami mobilności i zdolnością weekendowego ocenienia kultury Hiszpanii, Węgier, Włoch.

bezludna wyspa

Wyjedź daleko, nie wydając żadnej kasy, a potem o tym napisz

Zdzieraliśmy Conversy polując na najlepsze kawiarnie w mieście, iPhony na przyłapywaniu mieszkańców podczas ich codziennych czynności, palce na klawiaturze pisząc blogi podróżnicze, doradzając jak w dwa dni zwiedzić the best of the best of Istambuł.

Wyjazd na bezludną wyspę byłby tylko stratą okazji do napisania super przewodnika wyliczającego, jak wiele atrakcji można zwiedzić w ciągu 7 dni (za jak najniższą cenę albo nawet za darmo).

bezludna wyspa

Pracowałam kiedyś w hostelu w brazylijskim Salvadorze. Skanowałam paszporty podnieconym backpackersom, którym udało się w tydzień przejechać z Foz do Iguaçu do Bahii, po drodze zahaczając o imprezę w São Paulo i statuę Chrystusa Odkupiciela w Rio de Janeiro.

Wszystko miało być szybko.

Ci sami ludzie wracali ze swojego gap year na staże w agencjach kreatywnych, żeby równie szybko wykonywać swoje taski. Szybko wypijać kawę w czasie lunchu, szybko dostawać zamówienia z Zalando, szybko ładować w siebie szoty w piątkową noc. Potem szybko zbierać z podłogi swoje ubrania, wychodzić zapomnianym i kasować kontakty na WhatsAppie.

Slow life, long travels

Kilka lat temu obrzydły nam zakupy w Zarze. Poczuliśmy przesyt tekstyliami i zamieniliśmy je na wyselekcjonowane second handy i szyte w Łodzi proste bawełniane sukienki z polskim nazwiskiem na metce.

Nastąpiła era wegańskich pasztetów i zniekształconych pomidorów. W rytmie hygge celebrowaliśmy slow life jednocześnie przeglądając Mleczne Podróże i polując na tanie bilety na Kubę czy Zanzibar.

Na slow podróże dopiero przychodzi czas. Zamiast egzotyki i niezapomnianych wrażeń zapragniemy świętego spokoju i będziemy gotowi zapłacić dużo za zwykłą samotność.

Postanowiłam spróbować już teraz.

Joga i podróże

Do dziś nie wiedziałabym nic o jodze, gdybym 2 lata temu nie zaczęła pracować w PortalYogi jako content marketing manager (6 lat pisania bloga zaowocowało zdobyciem zawodu).

To wtedy pojawił się pomysł wyjechania z Basią Tworek na jogów wyjazd na bezludną wyspę w Chorwacji.

Bo kiedy w niedzielne popołudnia oglądam sobie zdjęcia z Green Cafe Nero z hashtagiem #work, dochodzę do wniosku, że jestem niewystarczająca.

Samo to stwierdzenie było wskazaniem do tego, aby wykupić ten turnus.

Bezludna wyspa to wyzwanie dla tych, którzy potrzebują napiętych grafików, inaczej czują, że nic nie robią, że się nie rozwijają, nie idą do przodu. Tam ramy czasowe wyznaczane są przez śniadanie, poranną jogę, obiad, zajęcia pracy z ciałem, kolację. Wschód i zachód słońca. Pobudka o 6, żeby przywitać dzień, piżamka o 20.30 lub oglądanie gwiazd zamiast Netflixa.

Kolejnym wskazaniem był ten film:

Inspiracja przywieziona z tegorocznego festiwalu Wachlarz.

Zawsze będzie coś, do czego dążymy. Coś, co jeszcze chcielibyśmy zobaczyć zanim…

bezludna wyspa

Sama marzyłam o tym, że chciałabym wyjechać w podróż dookoła świata zanim wyjdę za mąż. Ale to się nie stanie. Chyba nie wyjdę za mąż.

Wskazaniem numer trzy były problemy ze zdrowiem. Mówię o sobie, ale zapewne każdy z nas obserwuje u siebie jakieś objawy wmawiając sobie, że wszystko jest w porządku, że takie życie, że to tylko stres. A to właśnie stres wciska ten guzik, który uruchamia choroby autoimmunologiczne.

Joga pomaga zbalansować to co rozchwiane. Ale tak naprawdę trudno jest się skupić tylko na swoich odczuciach, wsłuchać w swoje ciało, kiedy prosto ze studia jogi biegniemy spotkania w pracy, potem na zakupy i inne zajęcia.

Wyjazd na bezludną wyspę zamiast kolejnej podróży pełnej wrażeń i nieutrzymywanych znajomości

Wskazaniem numer cztery było zwątpienie w podróżowanie. Takie, które oddala cię od najbliższych, przystosowuje do spontanicznych i nietrwałych relacji, przeszkadza w ustaleniu rytuałów. Taniej, dalej, efektownie – tak powinno wyglądać życie podróżnika.

Wolniej, mocniej, dłużej – tak chciałabym, żeby było.

Niech posiedzę w tej kawiarni dłużej, to nic, że zamkną Luwr. On tu będzie zawsze, a ja chcę wierzyć, że kiedyś będzie mnie stać na weekendowe wypady do Paryża. Niech karnawał w Rio de Janeiro 2014 odbędzie się beze mnie, ja tu i tak wrócę (wracam w 2018).

bezludna wyspa

Spędzić tydzień na bezludnej wyspie, gdzie nic nie ma oprócz latarni morskiej, wrócić i powiedzieć: ale wyjechałam w podróż! pewnie brzmi śmiesznie, podczas gdy powinnam mieć spisany cały przewodnik, mnóstwo wrażeń, zdjęć oraz filmów.

Pierwsze FOMO: nie wstałam na wschód słońca. Przegapiłam.

Więcej FOMO nie pamiętam.

Wstawałam na poranną jogę, potem czytałam książki, które chciałam przeczytać od dwóch lat (Dzielnica Występku mojego ulubionego Mario Vargas Llosa wydana w 2016 roku, w moich rękach w 2018, brawo), pływałam na różowym dmuchanym lukrowanym ciastku, jadłam wegańskie kotlety, bujałam się na hamaku, szłam na kolejne zajęcia i myślałam co będzie na kolację.

Nic wielkiego, a jednak – to był luksus, na który niewielu warszawiaków może sobie pozwolić. Często nawet nie chce. Często nawet nie wie, że powinien.

Co zabrać na bezludną wyspę?

  1. Niedokończone sprawy. Rzeczy, które za wszelką cenę chciałaś dopiąć. Po przyjeździe stwierdzisz, że nic się nie stało, że to ci się nie udało. Poczujesz ulgę i stwierdzisz, że to cudowne uczucie, którego dawno nie zaznałaś.
  2. Książki, które od dawna leżały na kupce pod tytułem: do przeczytania.bezludna wyspa
  3. Koło ratunkowe w kształcie pączka (do zdjęć na Instagram i swobodnego dryfowania myślami po morzu).
  4. Hamak, na którym można zasnąć patrząc na gwiazdy i samoloty (to niesamowite, ale z dala od świateł dokładnie widać, jak wiele ich lata po niebie).
  5. Strój do pływania i legginsy do jogi, które staną się codziennym outfitem.
  6. Problemy do rozwiązania. Rozwiążą się same w trakcie swobodnej medytacji na skałach.
    bezludna wyspa
  7. Matę do jogi. Lekką podróż zapewniła mi mata do jogi JOY in me w wersji travel, która nie tylko zmieściła się bez problemu w wizzarze, ale sprawiła, że nie motałam się z walizką, telefonem w ręku i matą szukając hostelu w Splicie. Nie dała się wiatrom typowym dla morskiego klimatu i pozostała na podłożu przy wszystkich moich psach z głową w dół. Sprawdziła się też do leżenia nad wodą i czytania książek.
  8. Butelkę termiczną. Sprawiła, że miałam pod ręką zimną wodę pomimo niemal 30 stopniowego upału. Oddychanie, wiatr i woda to wartości, którymi trzeba się napełnić przed nadchodzącą zimą.

Praktyczne info:

Wyjazdy na bezludną wyspę organizuje Basia Tworek Ninja Jogi i Ania Dymarczyk Jalla Odzyskaj Ciało.

Maty do jogi sprzedaje JOY in me.

“Według psychologii podróżnej wyspa reprezentuje najbardziej pierwotny, najwcześniejszy stan sprzed socjalizacji, kiedy ego zindywidualizowało się już na tyle, by zyskać pewien poziom samoświadomości, lecz nie nawiązało jeszcze pełnych, satysfakcjonujących relacji z otoczeniem. Stan wyspy to stan nie zaburzonego żadnym wpływem z zewnątrz pozostawania we własnych granicach: przypomina on swego rodzaju autyzm i narcyzm. Wszelkie potrzeby zaspokajane są we własnym zakresie. Tylko „ja” wydaje się realne; „ty” i „oni” są zaledwie niewyraźnymi fantazmami, Latającymi Holendrami, które pojawiają się gdzieś daleko na horyzoncie i zaraz znikają. Właściwie to nawet nie wiadomo, czy nie były zwykłym złudzeniem oka przyzwyczajonego do linii prostej, która perfekcyjnie dzieli pole widzenia na górę i dół.”

Bieguni, Olga Tokarczuk

bezludna wyspa