O tym jak udawałam, że jestem dobrym fotografem: zdjęcia zakątków Kopenhagi

Z tymi “zakątkami” to trochę przesadziłam, bo Kopenhaga jest tak rozkopana, że trudno znaleźć spokojne, romantyczne miejsca.

Wszystko przez to, że w centrum budowane są kolejne nitki metra. Zapytałam jednego Duńczyka: “Po co wam metro? Nie ma korków, autobusy są co dwie minuty, a te linie, które są, są zupełnie puste!” Poza tym i tak wszyscy jeżdżą rowerami. Nieposiadanie rowera w Kopenhadze, to jak nieposiadanie konta na Facebooku. A kupno używanego kosztuje mniej niż dwa bilety miesięczne.

I tak samo jak łatwo można rower kupić, łatwo można go stracić.

Wiem coś o tym, bo raz zdarzyło mi się wracać z imprezy na piechotę, ponieważ ktoś wpadł na genialny pomysł przypięcia swojego roweru do mojego. Ale ja wpadłam na bardziej genialny pomysł i następnego dnia wróciłam z piłką do metalu. Odzyskałam rower, a piłkę sobie zachowałam. Na wszelki wypadek.